— Tiens!376 Już się obrażasz za żonę. Już mi jej tknąć nie wolno! — zaśmiała się szyderczo.
— Nie wiem, dlaczego o niej mówić mamy. Jest to przedmiot dla obojga nas niemiły.
— A o czymże mówić? Wszystko na tym się skończy. Od lata stosunek nasz zeszedł na nic. Nie bywamy razem w teatrze, nie wychodzimy, nie pokazujemy się ze sobą, rzadko kiedy widuję cię w piątki. Nie wypada, nie wypada! Musiałam tamtej ustąpić we wszystkim, wszędzie.
— Tylko nie w moim sercu!
— Phi! Mała pociecha, gdy duma cierpi.
— Zapominasz, żem ci wielokrotnie ofiarowywał swe nazwisko. Nie chciałaś być żoną.
— Nie. Zanadto wielbię i znam miłość, pour prendre mari377. Zresztą zanadto ciebie wtedy kochałam. Wzdrygałam się na samą myśl, by nasze uczucie miało za akompaniament kuchnię, jadalnię, komeraże378 kumoszek i sypialnię uświęconą kościelnym kadzidłem. Nie, nie, tej profanacji swemu bóstwu nie uczynię.
On w tej tyradzie379 zauważył jedno tylko zdanie i powtórzył:
— Wtedy mnie kochałaś! Mówisz, jak o przeszłości.
— Mon Dieu380, tak się wyraziłam. Łapiesz za słowa jak na śledztwie. Zresztą, uderz się w piersi, czyś ty mnie także nie kochał bardziej jak teraz. Pięć lat to bajecznie długi okres dla miłości.