Nie był zły. Dałby dla niej życie, służyłby jej i dogadzał, znosiłby męki dla niej, ale się cieszył w tej chwili, że była zapoznana396 i pogardzona, obciążona niesłusznymi zarzutami, niekochana i że jej żywot ciężki stanie się jeszcze cięższym.
Dałby krew wytoczyć dla jej szczęścia, a cieszył się jej nieszczęściem i krzywdą, bo czuł, że tylko w ten sposób zachowa ją wolną i może zdobędzie.
Żeby mu kto powiedział, że w tej chwili jest katem, obraziłby się śmiertelnie. On kochał! Siebie? Nie! Ten cudny „Wrzos” — swoje natchnienie.
Andrzej, wyrzuciwszy żółć w bezwzględnych, ostrych słowach, odzyskał równowagę, uspokoił się.
Tedy Radlicz rzekł:
— Znasz Barańską?
— Nie.
— To cię tam wprowadzę, jak wrócisz. Ciekawa facetka. Gdzież myślisz jechać?
— Mniejsza gdzie, tylko bym nierad do domu wracać, żeby ojca nie spotkać, a potrzebuję wziąć trochę rzeczy i pugilares z biurka.
— To ci załatwię, a ty się prześpij. Jeśli kogo spotkam, powiem, że ciebie już nie ma.