— Ano trudno, nie mogę być tu i tam jednocześnie.
— A powiedz mi, co to za figura?
— Kto?
— Ano, jakiś twój rodak spod Smorgoń, co tu wlazł wczoraj w kaloszach do salonu i zostawił tę kartkę.
Rzuciła mu na biurko bilet wizytowy: „Florian Sopoćko”, a pod tym kilka słów ołówkiem.
Downar spojrzał, przeczytał i włożył bilet do kieszeni.
— No i czego ta dzicz chce? — spytała pani. — Pewnie wsparcia.
— Sopoćko! To milioner!
— Mógłby za swe miliony być bardziej do ludzi podobny! No, ale to prawda — Sopoćko! Żeby Litwin stał się do ludzi podobny, straciłby w swych oczach całą wartóść.
Downar milczał. Twarz jego nie zdradzała żadnego wrażenia, tylko sztywniała, kamieniała zda się. Stojąca za nim kobieta nie badała zresztą wrażenia, jakie sprawia, była zajęta sobą.