Dzwonek w przedpokoju spłoszył Tunię, spojrzała na zegarek.
— Rany boskie, miałam o trzeciej być u krawcowej.
Kazia pożegnała ją i poszła do domu.
Prezes spotkał ją na schodach zmieniony na twarzy, zdyszany z pośpiechu.
— Chciałem cię szukać. Depesza od Andrzeja — mówił urywanym głosem, wracając z nią na górę.
— Wraca? — spytała krótko.
— Gdzież tam! Chory leży w Hamburgu! Nie mam pojęcia, co robić! Awantura!
— Trzeba spytać, co mu jest i co mu potrzeba — odparła spokojnie, biorąc do rąk depeszę. — No, groźnego nic nie ma: „Zatrzymany niezdrowiem”.
— Może by pojechać tam — bąknął stary. — Niezdrowie to podejrzane, a może miał pojedynek, jest ranny? Głowę tracę, ten człowiek do grobu mnie wpędzi!
— Przede wszystkim wysłać depeszę z zapytaniem. Niech tatko pisze, zaraz Józefa poślę.