Na twarzy jej odmalowało się wielkie zmęczenie i zawód.
— Więc ma zostać, jak było... — szepnęła głucho.
— Pani tak chciała!
— O, nie tak, nie tak! — potrząsnęła głową. — Gotowam była pracować i żyć bez miłości, ale nie w nienawiści być i żyć.
Wzdrygnęła się, podniósł oczy.
— Nienawiść czułem i ja w pani, nie starała się pani niczym mnie dla siebie zjednać.
— Owszem, starałam się panu nie zawadzać, nie narzucać swą obecnością. Byłam wzięta na gospodynię domu, spełniałam mój obowiązek.
— Tak, spełniała pani swój obowiązek — powtórzył. — Pani jest uosobieniem chłodnego rozsądku i gospodarności, przynajmniej dla mnie. Inni inną panią znają zapewne. Na obrazie Radlicza nie gospodaruje pani podobno, ale kocha i marzy.
Żachnęła się, wstała, rzuciła na stół robotę.
— Dlaczego pan to mówi, wiedząc, że to fałsz?