— Tego mi pani nie okazała.
— Owszem, przed chwilą, gdym chciała się usunąć. Pomyślałam, że gdybym ja kiedy pokochała, najcięższym by mi był pana widok i obecność. I — prawa.
Spojrzeli sobie teraz w oczy, wyciągnął do niej rękę.
— Zostanie pani? Jeszcze raz przepraszam, będę na przyszłość uważniejszy.
Bez zapału i wiary podała mu dłoń.
— Pójdę, powiem ojcu — szepnęła z westchnieniem.
— Ja się położę, może zasnę!
Zawahała się i przemogła.
— Jeśli pan chce, umiem ranę opatrzeć457. Co dzień w lecznicy to czynię, mam wprawę.
— To już za wiele zaparcia siebie i poświęcenia. W lecznicy są bliźni, a ja wróg i kat. Dobranoc.