— Winszuję, to już cię wcale nie zobaczę.

Uśmiechnęła się.

— Jak gdyby tatuś w domu dużo sam przebywał! Wrócę na obiad i na wieczór, jak zwykle. Dziś nawet wcześniej, bo muszę kolację przygotować.

Andrzej kazał konie zaprzęgać i rzekł, podsuwając jej „Kuriera”.

— Co wolisz: Hugonotów458 czy Lohengrina459? Wezmę lożę, to i ojcowie z nami pójdą.

Lohengrina, pojutrze. Dobrze?

Prezes spod oka na nią patrzał i zachwycał się, i radował. Nie wiedząc, jak okazać swe ukontentowanie, począł pogwizdywać dyskretnie. Służący oznajmił, że konie gotowe.

— Nie za wcześnie będzie? — rzekł Andrzej.

— To się przejedźcie do Łazienek.

— Ależ o jedenastej nie wcześnie! — zaprotestowała Kazia, sprzątając pośpiesznie przy bufecie.