— Służę dziś jak poczciwy koń! — rzekł z uśmiechem, szukając syfonu516 na bufecie. — Rana mnie piecze, pić mi się chce, głowa boli, ludzie mnie zanudzają — i pytam, po co to wszystko?

— Dla bóstwa, które się światem nazywa — odparła, podając mu szklankę i syfon.

— No nie, dla świata bym się tyle nie fatygował. Chciałem dziś pani dogodzić.

— I dogodził pan. Dziękuję. Ojciec taki szczęśliwy!

— Zawsze ojciec, tylko ojciec. A pani?

— Ja, dziękuję.

— Niewiele pani zużywa zapału na wdzięczność.

Odwróciła oczy zmieszana.

— Nie mogę, nie umiem inaczej — szepnęła.

— Względem mnie szczególnie — żachnął się.