— Rany boskie! Czemu to dziewczę nie haftuje, nie maluje, nie robi koronek?! — syknęła rozpacznie.
— Dla Bukowieckiego i to dobre! — zaśmiał się.
— Kazia ślicznie to śpiewa, słyszał pan?
— Kazia śpiewa? Nie wiem nawet — zdziwił się.
Wyszli do towarzystwa, przyłączyli się do oklasków i do próśb o „jeszcze cośkolwiek”.
— Doprawdy nie mogę! Nie jestem przy głosie. Fatalna akustyka w tym salonie! — broniło się dość miękko „dziewczę”.
— Oj, co tam! Dobrze i tak! Niech pani rżnie! — zdecydował Bukowiecki. — Toć kupę nut pani przyniosła.
— Nie mogę sama akompaniować!
— To ja służę! — ofiarowała się Kazia.
— I ja bym mógł! — mruknął Radlicz złośliwie.