— Nic mi nie będzie. Żeby się łatwo zarażało, gdzie by byli lekarze? Ale to nie koniec mych bied. Otrzymałam dziś list od doktora Rajewskiego, że wyjeżdża do Kielc dla ważnych rodzinnych interesów558 i że od jutra przestaje odwiedzać nasze zakłady.
Downar pokręcił głową z krytyką milczącą, bo nie chciał na kolegę nic rzec, potem chwilę pomyślał i rzekł:
— Mam dla was idealnego człowieka, ale jutro chyba za prędko. Onegdaj wrócił. Ale ten by pani Ramszycowej dogodził. Człowiek idei i powołania, a że trochę czerwony559, to nic nie szkodzi. Ten z wami sercem i duszą będzie pracować. Ukochany był mój uczeń, zdolny, pracowity... Wrócił i zaraz się do mnie zgłosił. Chciałem go przy sobie zatrzymać, ale może tamto mu będzie odpowiedniejsze. Dam go wam.
Kazia słuchała, oczu nie spuszczając z niego.
— Jak on się nazywa, profesorze? — spytała głucho.
— On Bogucki Stanisław.
— Wrócił! — wyrwało jej się, że Downar oczy podniósł.
— To pani go zna?
— Znam... i... nie dawajcie go nam, profesorze. Zresztą on sam nie zechce. Był moim narzeczonym.
— Aaa! — przeciągle rzekł i głową pokręcił. — I pani go opuściła w takiej biedzie! Aaa — to do pani niepodobne. Nie trza560 było!