— No, przecież nie sądzisz, abym brał żonę z tych, które się bierze bez sakramentu!

— A teraz?

— Co teraz?

— Kiedyś tej formy dopełnił, a nie dbasz, inni mogą cię wyręczyć.

Płomień uderzył do twarzy Andrzeja, zapaliły mu się oczy.

— Nosi moje nazwisko. Zapominasz się!

— Co znowu, nazwiska jej odebrać nie myślę — odparł cynicznie Kołocki. — Zresztą mamy dług. Pamiętasz Klarę? Zapowiadam ci, że się teraz za tamto skwitujemy.

— Gdybym cię nie znał, to bym się obraził. No, dosyć żartów. Na długoś przyjechał?

— Albo ja wiem? Jak mi się podoba.

— Przyjdziesz w piątek na Erywańską?