To nas utwierdza w przekonaniu, że cała potęga uczucia nie była w stanie poruszyć zasad życiowych, które mistrz nasz był sobie wyrobił. Wobec tego staje się łatwe do pojęcia, że jednocześnie prawie mógł tworzyć Dziady i Grażynę, i nie potrzebujemy zatrzymywać się dłużej nad poematem tym, tym bardziej iż podrzędne zajmuje miejsce w szeregu innych utworów Mickiewicza. Treść jego stanowi bohaterskie poświęcenie się księżnej Grażyny, która wobec napaści sił Krzyżaków, przebrana w zbroję mężowską, broni zamku od wrogów i polega w boju. Szlachetna prostota stylu i klasyczny spokój, z jakim autor rzecz swą rozsnuwa, wprawiały zawsze krytyków w podziw. Tretiak dowodzi z całą słusznością, że wieszcz pracę swą nad Grażyną uważał za przykrą konieczność, pobudką zaś do napisania poematu miała być chęć pozyskania względów starszyzny uniwersyteckiej, Mickiewicz bowiem robił wówczas starania, aby go kosztem wszechnicy wysłano za granicę. Wydane przedtem ballady nie mogły przeciągnąć na jego stronę ogółu profesorów, niesympatyzującego z romantyzmem, musiał więc puścić w świat utwór bardziej licujący z wymaganiami ich, opartymi na kulcie sztuki starożytnej i francuskiej. Tłumaczenie to, mające za sobą wszelkie pozory słuszności, nie może nas w zupełności zadowolić — wszak Goethe20 pomimo wszechstronności swego geniuszu nie umiałby w pierwszej lepszej chwili ułożyć poematu natchnionego byronowską boleścią, ani by też Byron21 zdołał napisać cokolwiek w rodzaju homerowskim; zatem przyczyny, że Mickiewicz jednocześnie mógł tworzyć rzeczy tak nieskończenie różne pod względem nastroju ducha, a jednak równym odznaczające się wykończeniem, szukać należy głębiej, a mianowicie w charakterze wieszcza, w tej jego tak rzadkiej właściwości, że po wybuchach uczucia posuniętych do ekstazy, które były potrzebą jego natury, wynikiem wrzących wiecznie w duszy jego uniesień i zachceń, wieszcz umiał powracać do jasnego, niezakłóconego spokoju ducha, do zupełnego panowania nad sobą. Właściwość ta, wywyższająca go wobec wszystkich współczesnych poetów wytłumaczyć da się chyba tylko herkulesową, powiedzmy bez obawy przesady, organizacją umysłu wieszcza — niezrównaną siłą jego ducha. Gdy wszelkie gwałtowniejsze uniesienia, powodując następujące po nich objawy reakcji, psują zawsze harmonię ducha, u Mickiewicza tylko umiały iść w parze z dziwną powagą i jasnością, którą dać może jedynie trwałość i pewność przekonań zasadniczych. Jednakże dodać należy, że na wyrobienie owej to trwałości poglądów zasadniczych złożyły się w pewnej mierze okoliczności zewnętrzne. W dzieciństwie poety rozwijano w nim, w młodości zaś sam utrwalić i wzmocnić potrafił w sobie zasady religijne na katolickim oparte gruncie, które jak pochodnie przyświecały mu przez życie, broniąc od zapadania w wątpliwość i rozpacz. Wychowany w zapadłym zakątku Litwy, pod opieką księży, w sferach średniej szlachty i małomiasteczkowych urzędników, zapewne prawie nie zasłyszał poeta o modnym podówczas wolterianizmie22, nie mogła więc zaszczepić się w młodocianej duszy jego trucizna wątpienia. W dodatku wypada mieć na uwadze silną jego uczuciowość, którejśmy się przyjrzeli w Dziadach, i poetyczną, a bujną wyobraźnię. Obie te cechy umysłu spowodowały w nim silny pociąg do mistycyzmu, a zasady religijne tym łatwiejszy znajdowały doń przystęp i tym głębiej i silniej wrażały się w sercu. Wobec tego nie zadziwi nas ta okoliczność, że pierwszym czynem poety po przyjeździe do Wilna było uklęknąć przed kaplicą Ostrobramską23 i stosownie do przyrzeczenia danego matce prosić Najświętszą Pannę o opiekę. Przypomnienie zaś matki i wrażenie obcego miasta tak go wzruszyły, że się łzami rzewnymi rozpłakał. I owa wszczepiona za młodu pobożność nie opuszczała i nadal Mickiewicza: takąż samą modlitwą żegnał Ostrą Bramę, gdy w 9 lat później wywożono go wraz z tylu innymi w głąb Rosji, znacznie zaś później, gdy w 1839 r. starał się w Lozannie o posadę profesora, pisał z tego powodu do żony, aby na intencją tę odbyła spowiedź. I wiele innych podobnych przykładów dostarcza nam życie wieszcza.

Również korzystnie złożyły się okoliczności zewnętrzne na wyrobienie w duszy wieszcza niezachwianych zasad patriotycznych: jak w rzeczach religijnych, tak też i w sprawach politycznych Nowogródek używał niezakłóconego spokoju; odgłosy wielkich wstrząśnień, przez które społeczeństwo nasze przechodziło wówczas, zaledwie go dolatywały, toteż 17-letni Adam przybył do Wilna owiany i przejęty rodzimą atmosferą tradycji staroszlachetczyzny; tę samą mniej więcej sferę pojęć napotkał i w starej stolicy litewskiej, z tą jednak różnicą, że rozwijała się i występowała wyraźnie reakcja prowadzona w duchu postępowym, ale na rodzimym gruncie osnuta, niezrywająca z przeszłością, dążąca tylko do naprawy złego; na czele ruchu stali znakomitsi z profesorów uniwersytetu, pomiędzy innymi słynny Jędrzej Śniadecki24; zawiązali oni byli towarzystwo ochrzczone nazwą humorystyczną szubrawców, organem zaś ich były „Brukowe Wiadomości”, w których karcono z bezwzględną surowością wszystkie ujemne cechy szlachetczyzny, jako to: marnotrawstwo, hulatykę, ucisk chłopów. W tym przeto okresie uniwersytet szedł na czele ruchu postępowego, dając przykład, pociągając za sobą wszystko, co było lepszego i wznioślejszego pośród młodzieży. Nie potrzebował więc ani Mickiewicz, ani inni jego towarzysze, których paliła żądza nauki, prawdy i ideału, szukać rozwiązania zajmujących umysły ich zagadnień ani w chwytanych na lep zdaniach niedojrzałych kolegów, ani w napotkanych wypadkiem, a nieprzetrawionych należycie broszurach, mieli bowiem światłych, a ufność ku sobie wzbudzających kierowników w osobie profesorów. Obce mu były przeto owa chwiejność i owo rozdarcie wewnętrzne, które cechują znaczną część dzisiejszej młodzieży. Mickiewicz znalazł się wkrótce w gronie towarzyszy pełnych najszlachetniejszych uniesień i dążeń. Najwybitniejszym pomiędzy nimi był Tomasz Zan25, natura dziwnie harmonijna; łączył w sobie zapał do nauk i do czynu, najżywszą uczuciowość, jasność i spokój myśli oraz niepoślednie talenty organizatorskie; w obejściu zaś pełen był serca i ciepła i przez to szczególnie pociągał ku sobie serca młodzieży, która grupując się koło niego, zgodnie go za moralnego przewodnika uważała. Ogień młodości płonął w ich młodych umysłach, przepełniała je chęć gorąca dopełnienia wielkich rzeczy, nawet dążenia szubrawców nie mogły ich wkrótce zadowolić, zawiązali więc własne kółko — przykład dla młodzieży po wieczne czasy, żadne bowiem stowarzyszenie nie odznaczyło się nigdy tak idealną czystością zamiarów. Nauka, cnota, ojczyzna — takie były ich hasła: serca ich przepełniała gorąca wiara w urzeczywistnienie pragnień i nie mniej gorąca chęć samym być czynnikami moralnego odrodzenia społeczeństwa. I ta właśnie wiara i chęć wyrobiły w nich przekonanie, że aby dojść do celu szczytnego, trzeba go być godnym; pod wpływem myśli takich, postanowili już na ławie uniwersyteckiej kształcić się, aby doróść wielkich zadań, które oczekiwały ich w przyszłości, w tym duchu skreślili ustawę obowiązującą członków do pracy i czystości obyczajów. Wszystkich ożywiał jakiś duch idealistyczny, o czym najwymowniej świadczy poetyczne podanie krążące pomiędzy nimi, że „z oczu i z czoła Tomasza Zana, ilekroć był otoczony swymi kochanymi dziećmi, wychodziły promienie, które przenikały duszę każdego, kto był zdolny do przejęcia się uczuciem cnoty i piękności, a odbijały się w powietrzu lub gasły, ilekroć napotykały zimne i nieczyste serca”26. Stąd też zwali się promienistymi. Jednym słowem wzniosły ideał, który Krasiński wskazywał narodowi w Irydionie w 1836 r., był już wtedy przeczuty i wypełniony przez szlachetne koło wileńskich filaretów. Owa idealna atmosfera, która otaczała wieszcza naszego w najpiękniejszych latach młodości, podniosła i oskrzydliła mu ducha na zawsze, ona to wyrobiła w nim tę miłość i tę wiarę w naród, którą zaznaczyłem wyżej, a która wspólnie ze szczerą religijnością stanowiła podstawę myśli jego i dążeń, a podstawy tej złamać nie zdołały żadne przeciwności losu, bo patriotyzm Mickiewicza nie był tylko instynktem wrodzonym, miał bowiem realne bardzo podstawy; wieszcz nasz znał, żył, kochał i był kochany przez ludzi, którzy dzięki cnotom i podniosłości ducha swego prawdziwie nosili w sobie zadatek odrodzenia ojczyzny. Podniosły nastrój duszy Mickiewicza wyraził się w tak zwanych pieśniach filareckich, najsilniej zaś w nieśmiertelnej Odzie do młodości. Ile było siły i namiętności w sercach młodzieży wileńskiej przepełnionych nienasyconą żądzą ideału, tyle się jej wylało w ognistych słowach ody. Jest to potęgi pełne wezwanie do sił młodości, choć drzemiących, ale nieśmiertelnych, które iskra zapału rozniecić może w płomień topiący głazy, kruszce i zatwardziałe serca samolubów. Mickiewicz umiał czuć i kochać za miliony i uczucie to wlał w pieśń swoją, która też rozskrzydli i rozbudzi każdego, w kim tleje choć słaba iskra uczuć podniosłych. Na skrzydłach młodości wznosi się mistrz ku wysokim krainom ułudy, „kędy zapał tworzy cudy” i z wyżyn tych spogląda na kulę ziemską, która mu się wydaje obszarem gnuśnym i zaciemnionym mgłą, gdyż pełno w niej istot ludzkich żyjących życiem chwilowym, co troszcząc się jedynie o własny dobrobyt, pędzą marnie żywot i przechodzą bez śladu. Młodość tylko dość sił w sobie zawiera, by na łonie swym począć świat nowy i na nowe pchnąć go tory, tylko w sercach młodych miłość zdolna rozniecić się w płomień, tylko w nich zapał rozbudzić może żądzę poświęceń dla dobra ogólnego.

Hej! ramię do ramienia! spólnemi łańcuchy

Opaszmy ziemskie kolisko!

Zestrzelmy myśli w jedno ognisko,

I w jedno ognisko duchy! ...

Dalej z posad, bryło świata!

Nowymi cię pchniemy tory,

Aż spleśniałej zbywszy kory,

Zielone przypomnisz lata.27