tam drzewa czują... tu ludzie jak głazy.

W przezroczu mgły i chmur ukazuje mu się zmarła kochanka, słowy pieszczotliwymi98 wzywa go do siebie, roztacza przed nim rozkoszne obrazy nieznanych, a przypominających raj Mahometa, krain, w których przebywa, tam mają żyć samotni, szczęśliwi... Ale niestety, za późno.

Mnich cierpi i umiera ofiarą marzeń, świat rzeczywisty o tyle go pociąga, ile daje pokarmu jego fantazji, staje się chrześcijaninem, gdy mistyczna poezja obrządków przemawia doń ognistymi wyrazy, rozczarowuje się, zetknąwszy bliżej z nową wiarą, a nęcą go wtedy i dręczą gorące i rozkoszne sny o raju wiernych synów proroka, nieskończenie tęskne i zmysłowe, coś w rodzaju pieśni przeciągłej i melancholicznej, którą wygrywa derwisz99, gdy współtowarzysze jego w nieprzytomnej ekstazie rwą sobie włosy i rozraniają ciało, oczekując, by bóstwo wstąpiło w ich dusze spragnione. Zatem gdy bohaterowie byronowscy umierali ofiarami obrażonej dumy i ambicji, Mnicha prowadzi do grobu niepohamowany prąd marzeń — rys nader charakterystyczny, a rzucający doraźne światło na stosunek Słowackiego do Byrona.

Pozostaje zapytać, co popchnęło Słowackiego w objęcia byronizmu? Rzecz jasna, iż poezja, której treść polegała na starciu się przewyższającej ogół jednostki ze społeczeństwem, niemogącym doróść do jej ocenienia, szczególnie przekonywająco musiała przemówić do umysłu marzyciela, pojmującego, że mało ogniw wiązało eteryczne jego bujania z dążnościami ogółu ludzi. Dołączyła się do tego nie mniej ważna okoliczność, która spowodowała niegdyś zniechęcenie autora Don Juana do społeczeństwa, mianowicie miłość nieszczęśliwa. I Julek miał „anioła snów dziecinnych” w osobie Ludwiki Śniadeckiej, ale anioł ów, znacznie od niego starszy, nie brał na serio namiętnych wynurzeń rozmarzonego młodzieniaszka i upokorzony poeta zerwał z nią, „bo dziecko miało duszę wielkiego człowieka, przeczuciem nakarmioną”, jak się wyraził później o sobie w Godzinie myśli. Stanęło mu w oczach upokorzenie obecne obok przyszłości dalekiej, pełnej „blasku i sławy i oklasków ludzi”. Jakże więc boleśnie uderzyło go pogardliwe odrzucenie uczuć, w które z taką siłą wylała się młodzieńcza dusza poety, tak namiętnie tęskniąca do istoty, co by uosobiła mgliste jeszcze, ale gorące, ale pożerające już umysł i ciało marzenia, jakże nieskończenie wzgardy godna wydała mu się ludzkość cała, jeżeli najdoskonalsza na tym świecie istota nie umiała przejąć się i roznamiętnić czarodziejską potęgą marzeń poety! Rzucił ją przeto i silił się zapomnieć, duma nie pozwalała mu wyznać powodu cierpień i dopiero gdy przeszedł szał rozpaczy i gdy zimniej spojrzał na swą przeszłość, wspomniał o minionych już udręczeniach miłosnych i to pobieżnie w dwóch tylko miejscach: w Godzinie myśli i w pierwszej scenie Kordiana. Lecz ta pierwsza walka uczuć natchnęła rozpaczą i rozczarowaniem byronizmu wszystkie wydane wtedy utwory, Araba przede wszystkim, następnie Mnicha i inne, które opuszczam, zatrzymując się na chwilę tylko na tragedii Mindowe, godnej uwagi ze względu na osobistość100 bohatera. Już w parę lat po napisaniu dramatu tego pojął autor całą jego słabość i wyznał w przedmowie, że w dziecinnej powinien byłby zostać tece, starał się zaś usprawiedliwić wydanie jego „dziecinnym” przywiązaniem do kilku scen aktu I i do całego aktu III. Otóż tam właśnie głównie występuje Mindowe, przypuszczam więc, że jego to postać i później nęciła Słowackiego, co się tym bardziej potwierdza tą okolicznością, że w lat kilkanaście potem powtórzył go w Królu-Duchu. Małecki101 zwraca uwagę na rażące sprzeczności w charakterze Mindowego i w rzeczy samej trudno przypuścić, aby rzewnie tkliwa miłość do ojczyzny, do błękitnych wód Niemna i do balsamicznych borów litewskich mogła iść w parze z uczuciem wyrażonym w następującym ustępie:

Ty chcesz czarniejszych zbrodni? ty chcesz duszę ciemną

Przejrzeć aż do dna? patrzaj! pod berłem z żelaza

Lud podły, ciemny, dziki czołga się pode mną.

Przycisnąłem go całym ogromem ciemnoty,

Bojaźń już nosi w sercu, chytrość w miejscu cnoty.

Patrz, jak ów ciemny Litwin na moje skinienie