A jednak pomimo tak biernej na pozór roli „odkupienie w nim jest”. Słowacki kładzie na to wyraźny nacisk i w wielu nawet miejscach. Ta sprzeczność pozorna w myśli poety da się uchylić wtedy tylko, gdy przypuścimy, że Anhelli jest rzeczywiście odkupicielem, ale nieświadomym swego powołania; on jaśniejszy od innych ludzi, on „opętan od anioła”, on „czysty jak lilia biorąca z wody liście i kolory niewinne”, on jest psalmem z westchnień, cierpień i łez milionów, a Bóg, przebłagany tym psalmem, wybacza ludziom ich błędy. Ale Anhelli tego nie wie. Małecki napisał piękny rozbiór Anhellego, ale chciał stąd wysnuć błędny wniosek o polityczno-społecznych ideałach Słowackiego: „Zarzut — są słowa Małeckiego — można by Anhellemu uczynić ze strony wniosku, który z niego wynika. Ziszczenie się pragnień narodowych, a w najgorszym razie odrodzenie innych społeczeństw ma wedle Słowackiego być więc zawisłe od takich cichych ofiar, od takich niekrwawych męczeństw, jakim był cały zawód Anhellego na ziemi”. Tegoż zdania zdaje się być Spasowicz132. Ale to ich uogólnienie uważam za błąd stanowczy. Słowacki nie myślał wskazywać w Anhellim na drogę wiodącą do zbawienia narodu, nie pragnął wywyższać ponad wszystko cichego i bezczynnego cierpienia. Przeciwnie, on energicznie potępił bezczynność, mówiąc z gorzką ironią w rozdziale pierwszym o tych, co nic nie robili pod pozorem myślenia o zbawieniu ojczyzny, a w ustępie o księdzu Bonifacie również ironicznie zachował się względem teorii o pokorze w męczeństwie. Przejęty brakiem wspólności pomiędzy sobą a ludźmi, następnie rozegzaltowany myślą o tym swoim oddaleniu od świata, Słowacki uidealizował w Anhellim siebie samego, ale nie zrobił i nie chciał zrobić z siebie przykładu dla innych, nie przypuszczał, aby ktokolwiek mógł go kiedy pojąć; Szaman, wybierając Anhellego, wyraźnie powiedział: „wybiorę jednego z nich” i Anhelli umarł samotny, niepojęty; potem obudziły się ludy i zrzuciły jarzmo, ale nie obudził się Anhelli, bo co mu było do tego: ludzie szli swoim torem i doszli wreszcie do celu, a on zeszedł ze świata obcy dla wszystkich i wszystkiemu, lecz jego dusza niebiańska, jego myśli tak czyste, tak piękne i tak nieskończenie dalekie od ziemi starczyły za wszystko, odkupując w oczach Boga błędy narodów. Ale Anhelli był tego nieświadom.
W twórczości Słowackiego Anhelli znaczy tyle, co Improwizacja z III części Dziadów w twórczości Mickiewicza: uczucie było górującym pierwiastkiem w umyśle wieszcza litewskiego i doszło do największej ekstazy w owej słynnej scenie z Dziadów, podobnież marzyciel Słowacki dobrnął w Anhellim do ostatnich krańców ekstazy marzycielskiej. Jak Mickiewicza uczucie zaprowadziło w labirynty mesjanizmu i wszystko, co wyrzekł w owej epoce, było dalszym rozwojem myśli zawartych w Improwizacji, tak też Słowacki, idąc za niepohamowaną rozsądkiem wyobraźnią, zagubił swój talent w mrzonkach teozoficznych133, a pomysły jego z ostatnich lat życia pozostawały w najściślejszym stosunku z Anhellim.
Słowacki wydał Anhellego rok przed Lillą Wenedą. Małecki przypuszcza nawet, że pisał go jeszcze w Genewie; mogliby mi więc zarzucić brak chronologicznej ścisłości w traktowaniu utworów wieszcza. Ale mnie się zdaje, że w latach 1833–1842, tj. po wyjeździe z kraju, a przed poznaniem Towiańskiego, nie może być mowy o żadnej chronologii w dziełach poety, gdyż zawsze ten sam, całą istotą swoją oddany marzeniom, przerzucał się wtedy Słowacki z fantazyjno-ekstatycznych uniesień w pomysły pełne radykalizmu politycznego i na odwrót. Otóż do owej grupy utworów krańcowych pod względem myśli politycznej należą Lambro, Kordian, Grób Agamemnona i Lilla Weneda134, które zestawiłem razem, aby tym silniej uwydatnić różnicę pomiędzy nimi a Anhellim. Wszakże i Anhelli odosobniony nie jest; podobne uniesienia spotykamy i w Beniowskim, w którym, według trafnej uwagi Małeckiego, podali sobie ręce Don Juan, Child Harold i Ariost135 — pierwszego ironia, entuzjazm drugiego i niezrównana fantazja włoskiego poety.
Jeśli niektóre ustępy przypominają radykalizm Agamemnona i Lilli Wenedy, to inne pozostają w ścisłym związku z Anhellim: poetę porywa rozkiełznana, a cudowna jego fantazja, wprowadza go w szał ekstazy i w szale ekstazy dochodzi wieszcz do apoteozowania siebie samego, właściwie mówiąc, swoich boskich marzeń:
Omdlały jestem, ogniem owionięty,
Piekielne rzeczy rzucający, święty.
Albo któż się nie wzruszy, przeczytawszy następującą spowiedź marzyciela:
On wie, On wiedział, nad jakiemi chmury
Stawałem bez łez i pieśni, z myślami
Aniołów w przepaść lecących... te chóry