W ostatnich dniach tułactwa Anhellego po śnieżnych równinach Sybiru towarzyszyła mu Eloe, anioł smutku; zmarł tęskny bohater Słowackiego, a „Eloe usiadła nad ciałem zmarłego, z gwiazdą melancholiczną na rozpuszczonych włosach”, czuwając, aby odgłosy życiowe nie zbudziły śpiącego marzyciela. Podobnież Szewczenko miał swego anioła smutku, zamierał w jego uściskach płomiennych, upajał się uczuciem swoim, a kochająca Eloe, chroniąc poetę przed rozpaczą, wprowadzała go do świątyni smutno-mistycznych westchnień i modlitw. Ale wówczas, gdy zachwyty mesjaniczne pchnęły w nowe obszary myśl Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego i gdy wieszcze nasi tworzyli całe religijno-filozoficzne systematy342, pełne nieraz głębokości myśli i żaru uczucia — Szewczenko poetyzował smutek swój, nie potrącając prawie o palące kwestie współczesne. Zaczątki mesjanicznych jego popędów dają się dojrzeć w jednym tylko poemacie, w Neofitach, i dodajmy, w stopniu dość słabym. Tłumaczy się to przez niski stosunkowo poziom rozwoju umysłowego poety; nie zapominajmy, że Szewczenko począł myśleć dopiero w dwudziestym roku życia, proces zaś samokształcenia z pomocą światłych przyjaciół przerwało długoletnie wygnanie, pozostał przeto poeta na zawsze „człowiekiem prostym”, dzieckiem ludu, ze zdolnościami genialnymi wprawdzie, lecz niedostatecznie rozwiniętymi. Stąd to pochodzi ten rażący na pierwszy rzut oka ojcowsko protekcjonalny ton listów Kostomarowa, Kulisza i Bronisława Zaleskiego343 do Szewczenki: chcąc się porozumieć ze śpiewakiem Ukrainy, musieli zstępować ze swych wyżyn duchowych. Prostota i szczerość uczucia, urocze, a pozbawione sztucznych efektów piękno formy, czarowna muzyka wiersza — oto wielkie zalety poezji autora Hajdamaków, ale gdy przedmiot wymagał szerszego na świat i ludzi poglądu lub głębokiej spostrzegawczości psychologicznej, wówczas stanowczo przerastał siły autora. Na poparcie twierdzenia powołujemy się na tak nieudatne utwory, jak Krynica Moskiewska i Księżniczka. W pierwszym z nich skazany do ciężkich robót włościanin opowiada dzieje swoje: kochał niegdyś Kasię, ale dziewczynie bardziej się podobał Maksym, za którego też wyszła za mąż; zemstą więc i zazdrością powodowany bohater opowieści podpalił ich chatę, Kasia ze strachu umarła, a Maksym, którego pożar pozbawił mienia, musiał się nająć do roboty i pracą uczciwą zarobił sobie niewielkie mienie, ale wkrótce jednak wstąpił dobrowolnie do wojska, ażeby w ten sposób uwolnić od ciężkiego obowiązku jedynaka, syna teściowej swojej; po kilku latach wrócił do wsi rodzinnej, ale bez nogi, którą stracił na wojnie, i znów wziął się do pracy; pracowite jego i pełne poświęceń życie doprowadzało do wściekłości bohatera. Długo walczył, aż nareszcie, nie mogąc zapanować nad sobą, zabił Maksyma. Jakiż to bogaty temat dla psychologa w rodzaju na przykład Dostojewskiego, ten stopniowy rozwój uczucia zazdrości! Tym czasem Szewczenko poprzestaje na opowieści gołych faktów, nastrój zaś duchowy bohatera swego umie wytłumaczyć tym tylko, że „diabli opanowali jego duszę”, albo że „gadzina trzykrotnie obwinęła się około serca”. Treścią Księżniczki jest kazirodcze uczucie ojca do córki, ale przebiegowi namiętności poeta poświęca tylko 11 wierszy, wówczas gdy resztę poematu stanowią nieciekawe opisy pałacu księcia, hałaśliwego jego życia, głodu we wsi itp.
Otóż należy mieć na uwadze wymienione niedostatki autora, chcąc wedle wartości ocenić poemat Neofici. Neofitom Szewczenko nadawał nader doniosłe znaczenie: „Błagam Cię, płacząc — zwracał się w przedmowie do Najwiętszej Panny — ześlij siły mej duszy ubogiej, abym umiał przemówić słowy ognistymi, aby słowa te przeszły przez Ukrainę całą i zapaliły serca ludzi”. Poecie uśmiechała się błoga nadzieja, że modły zostaną wysłuchane i że utwór jego „łzą ognistą spadnie kiedyś na ziemię i przestrogą się stanie dla przyszłych tyranów krzyżujących lud”.
Treść poematu nader prosta: w okolicach Rzymu mieszka możny i szczęśliwy Alcyd. Razu pewnego, gdy w towarzystwie wesołych heter344 Alcyd oddaje się rozpuście, idący do miasta apostoł Piotr wstępuje do niego na odpoczynek. Święty uczeń Chrystusów345 zniewala wymową swoją Alcyda i wesołe towarzystwo do porzucenia orgii i do wstąpienia w ślady jego. Cudowne to nawrócenie — piękny materiał dla poety-myśliciela — Szewczenko opowiada jak gdyby tylko mimochodem, podobnież mimochodem i naprędce opowiedziane są inne epizody, a jakkolwiek niepodobna zarzucić poecie, aby nie odczuwał głęboko utworu swego, niemniej przeto sprawia on wrażenie na czytelniku, że napisany został naprędce, że autorowi ciążyła myśl jego i że wskutek tego, nie troszcząc się ani o rozwinięcie szczegółów, ani o formę, starał się wylać byle prędzej wrzące w piersi uczucie — słowem, że przedmiot przerastał siły autora. Wkrótce Alcyda wtrącają do więzienia i wywożą do Syrakuz; zrozpaczona matka udaje się do Cezara z prośbą o przebaczenie synowi, ale „biada ci! Komuś w ofierze przyniosła łzy, a ze łzami nadzieję? Módlcie się tylko do Boga — do nikogo więcej...” „Miłosierny bałwan” (to jest bożek, w tym znaczeniu, że cesarzy rzymskich czczono jako bogów) rozkazuje jednak sprowadzić chrześcijan z miejsc wygnania do Rzymu, ale w tym tylko celu, ażeby oddali cześć posągowi jego, któremu w świątyniach pogańskich i w miejscach publicznych składają hołdy boskie. „Módlcie się za Cezara — upomina Alcyd współtowarzyszów swoich — ale nie zginajcie kolan przed jego posągiem; prześladować i męczyć was będą, lecz nie traćcie nadziei, nie padajcie duchem, albowiem poczęli się już wnukowie wasi i jako istni rycerze Chrystusa, bez ognia i bez noża pokonają świat bałwochwalczy”. Za taką naukę Alcyda rzucają do cyrku na pożarcie lampartom. Patrzy na to wszystko matka jego, widzi jak wywożą trupa syna i wrzucają do Tybru, jak wiją się nad nim na powierzchni rzeki kręgi szerokie, jak rozchodzą się dalej coraz i dalej, aż wreszcie ślad ich znika... i oto: „boleśnie, boleśnie zapłakała ona i po raz pierwszy się pomodliła za nas do Ukrzyżowanego; i zbawił ją ukrzyżowany Syn Maryi, i tyś, o matko, słowa jego żywe do żywej duszy przyjęła i do chat nędzarzy, do pałaców bogacza, na rynki od tłumów kipiące poniosłaś słowa prawdy prawdziwego Boga”.
Myśl zasadnicza poematu da się wyrazić w sposób następujący: od cierpień życia jest jedno tylko zbawienie: poddać się woli Bożej, cierpliwie znosić brzemię ucisku i nie tracąc wiary czekać, aż się ulituje Najwyższy. Na pierwszy rzut oka uderza pewne pokrewieństwo duchowe pomiędzy poematem Szewczenki, a Irydionem Krasińskiego, albowiem obaj poeci współziomkom wskazują pierwszych chrześcijan jako wzór do naśladowania, ale podobieństwo to tylko powierzchowne, ponieważ w poezji Krasińskiego obok apoteozy cierpienia, które ma być oznaką łaski Bożej, wciąż słyszeć się dają pełne siły wezwania do walki ze złem, które w poprzek stoi urzeczywistnieniu ideału: „Dość już długo brzmiał na strunach wieszczów żal! Czas uderzyć w strunę drugą, w czynów stal!” „Nagroda wieńczy tylko czyny poświęcenia”; „Daj nam, o Panie, świętymi czynami śród sądu tego samych wskrzesić siebie!” „Idźcie i czyńcie, chociażby serce wasze wyschło w piersiach waszych, chociażbyście zwątpili o braciach waszych i o Bogu samym mieli rozpaczać” — oto cudowne akordy, które stanowią najpiękniejszą część poezji Krasińskiego, a których brak w utworach wieszcza ukraińskiego. Mesjanizm Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego pełny jest wiary ożywczej w bliską godzinę odrodzenia; wiarę tę znajdziemy i w utworach Szewczenki, ale wiara to w coś bardzo a bardzo odległego, wiara ginąca w falach myśli i uczuć pełnych rozdzierającego serce smutku. Mesjanizm Neofitów, będący apoteozą biernego cierpienia, nazwijmy mesjanizmem pesymistycznym; najchorobliwszy to rodzaj mesjanizmu. Chorobliwe są nawoływania Mickiewicza do rozbudzenia w sobie ekstatycznych uniesień uczucia, chorobliwe również zachwyty Słowackiego nad sennymi wytworami fantazji, ale nie masz w życiu duchowym zjawiska równie chorobliwego jak pesymizm.
2.
Nie wspomnieliśmy o Gogolu, gdy mowa była o słowianofilach, i dopiero teraz, po krótkim zarysie mistycznych marzeń pieśniarza ukraińskiego, damy o nim pobieżną wzmiankę. Badając prądy mesjaniczne, o ile one służyć mogą do określenia niektórych właściwości narodów słowiańskich, mamy przed sobą cele psychologiczne raczej niż historyczno-literackie i z tego powodu uważamy za właściwe umieścić Gogola obok Szewczenki: chociaż cała działalność jego literacka należy do literatury ogólnorosyjskiej, ale z pochodzenia, z usposobienia i z poglądów Gogol jest Ukraińcem czystej krwi i przeto nierównie więcej ma wspólnego z autorem Neofitów aniżeli ze słowianofilami.
Namiętna miłość ojczyzny zagłuszała inne uczucia w duszy Gogola: „Rodacy! — woła on w testamencie swoim — kochałem was, kochałem tą miłością, która nie da się słowy wyrazić, którą dał mi Bóg, za którą dziękuję Mu jako za największą łaskę, albowiem miłość ta jest radością moją i pociechą wśród najcięższych cierpień”. Osnową tej miłości było to samo uczucie fizyczne, któreśmy widzieli u Szewczenki, z tą wszakże różnicą, że wpatrując się w niezmierzone okiem i kwieciste przestrzenie stepowe, nie uczuwał on tęsknoty do uroczych krajobrazów cichej natury wiejskiej, do sadów wiśniowych, do chat białych i do tajemniczych głębi stawów; Gogol lubował się w równinach bezbrzeżnych, wzbudzały bowiem w nim nie tylko miłość, ale i wiarę w wielką i świetną przyszłość Rosji oraz pragnienie pracy, która by natchnęła rodaków jego tą miłością i wiarą. „Kto patrząc na te puste, niezaludnione dotąd i opuszczone przestrzenie — pisał Gogol w 1843 r. — nie uczuje tęsknoty, kto w dźwiękach serdecznych pieśni naszych nie usłyszy wyrzutów skierowanych do siebie samego, ten albo spełnił już wszystkie swe obowiązki, albo nie jest w duszy Rosjaninem”. „Pustkowia — znajdujemy w dalszym ciągu tegoż listu — napełniły duszę moją tęsknotą, ale zarazem wprawiły ją w zachwyt ogromem swoim. I z serca całego zawołałem wtedy do Rosji: ,»Czybyś nie miała wydać bohatera, skoro takie dajesz obszary siłom jego żądnym działania i walki«”.
Uczucia nieogarnionego smutku i tęsknoty, które się rozwinęły zarówno pod wpływem natury ukraińskiej, jak dziejów kozackich, wycisnęły piętno na ludowej i artystycznej poezji Ukraińców. Uczucia te przenikają nawet patriotyczne zachwyty Gogola, ale wówczas, gdy smutek doprowadzał Szewczenkę do krwawych marzeń o straszliwej zemście nad ciemiężycielami ludu, łagodny z usposobienia Gogol daleki był od takich myśli: w porównaniu do Szewczenki autor Martwych dusz odznaczał się większą biernością względem życia potocznego, ale natomiast posiadał znakomity dar spostrzegawczy i rzadką zdolność skupiania wszystkich sił ducha w jednym kierunku. W głębi duszy jego (jak u wszystkich mesjanistów) spoczywały dążenia idealne, osnute na tle religijno-patriotycznym, i poeta używał całej swej spostrzegawczości jako niewyczerpanego materiału do rozmyślań nad tym, o ile rzeczywistość odpowiadała wymarzonym przezeń ideałom. Widząc pomiędzy jednym światem a drugim przepaść nieprzebytą, dręczył się poeta i bolał, boleść ta jednak nie doprowadzała go do krwawych marzeń, lecz tylko do „śmiechu przez łzy”. Gogol chłostał nielitościwie i ze znakomitym humorem wady i błędy swego społeczeństwa i co się tyczy talentu, to w tym względzie nie dorównał mu żaden z pisarzy rosyjskich. Nie mógł wszakże poeta zadowolić się wyłącznie tylko negacją. „Bądź błogosławiona, wiaro święta! — pisał on w roku 1826 do matki, będąc jeszcze w szkole, pod świeżym wrażeniem wiadomości o śmierci ojca. — W tobie znajduję źródło pociechy i uspokojenia w boleści”. Otóż wychowany w tej głębokiej wierze od lat dziecięcych, Gogol wcześniej czy później musiał się był zwrócić do religii i w niej szukać rozwiązania tłoczących się w duszy jego zagadnień. W Rewizorze zamyślił zebrać, jak się sam wyrażał, w jedną kupę wszystko, co było złego w Rosji, i od razu wszystko wyszydzić. Komedia ta sprawiła w rzeczy samej wrażenie wstrząsające. Powodzenie oszołomiło autora. Pod wpływem powodzenia tego Gogol uwierzył w potęgę geniuszu swego, żywszym tętnem zagrały w jego duszy idealne żądze i poeta uznał się za powołanego do poprawy społeczeństwa rosyjskiego za pomocą utworów swoich. „Po Rewizorze — pisał w wiele lat później Gogol w spowiedzi swojej — uczułem żywiej i silniej aniżeli kiedy bądź przedtem potrzebę stworzenia dzieła wykończonego, w którym znalazłoby się nie to jedno tylko, z czego śmiać się należy”. Gogol zapragnął wtedy stworzyć typ Rosjanina ze wszystkimi jego zaletami, którymi natura tak hojnie go obdarzyła, ale zarazem ze wszystkimi prawdziwie o pomstę wołającymi wadami. „Sądziłem, że siła liryczna, której znaczny zapas czułem w sobie, pomoże mi do opisania tych zalet w taki sposób, że każdy Rosjanin miłością do nich zapłonie, siła zaś śmiechu, której równy posiadałem zapas, jak mi się zdawało, da mi możność wady te przedstawić tak jaskrawo, że je czytelnik duszą całą znienawidzi, chociażby nawet w sobie samym je znalazł”. Ale aby celu tego dopiąć, należało przede wszystkim samemu sobie wyjaśnić, co w charakterze Rosjanina stanowiło przymiot jego główny, a co wadę, drogą zaś do tego wiodącą miała być praca nad poznaniem natury ludzkiej w ogólności. Mając myśl tę na celu, Gogol począł studiować moralistów i prawodawców i w ten sposób, sam sobie z tego nie zdając sprawy (jak to opowiada w swojej spowiedzi), doszedł do uznania Chrystusa za wzór wszystkich cnót i wywnioskował stąd, że aby móc pisać o duszy ludzkiej, należało samemu przejąć się wzniosłym ideałem chrześcijańskim i stać się lepszym.
Jednakże listy prywatne poety wykazują, że przebieg myśli i wrażeń, który doprowadził go do zwrotu w kierunku chrześcijańskim, odbywał się w nim wcale nie tak nieznacznie: od dziecinnych jeszcze lat marzenia idealistyczno-religijne stanowiły jedną z cech zasadniczych duchowego nastroju Gogola, opanowały go zaś ostatecznie w czasie choroby w Rzymie w 1840 roku. Cierpienia fizyczne naprowadziły poetę na myśl o znikomości rzeczy ziemskich, schorzałą jego wyobraźnię pochłonęła bojaźń przerażającej tajemniczości życia pozagrobowego i wtedy to doszedł Gogol do przekonania, że zbawienie duszy i osiągnięcie wiekuistej szczęśliwości jedynym jest celem w życiu i że nieustanne do tego nawoływania pisarz każdy powinien poczytywać za główny obowiązek. Myśl ta przenika odtąd wszystkie listy jego. Oto co pisał wkrótce po wyzdrowieniu (1841 roku): „Piszę teraz do was dlatego, żem zdrów, dzięki cudownej łasce Boga, który mnie znów do życia powołał, po strasznej chorobie, z której, wyznać to muszę, nie przypuszczałem, abym kiedykolwiek mógł się wyleczyć. Zmiany cudowne zaszły w myślach moich i uczuciach. Cieszę się ze wszystkiego, literalnie ze wszystkiego, co się ze mną dzieje, a jak pomyślę, do jakich cudownych dobrodziejstw doprowadzało mnie to, co świat powszechnie nazywa niepowodzeniem, wówczas rozczulona dusza moja nie znajduje słów na wyrażenie wdzięczności swej tej ręce niewidzialnej, co ją prowadzi”. Nader dokładnie określił Gogol usposobienie swoje w jednym z listów późniejszych (z r. 1845), z którego wyjątek już tutaj przytoczyć możemy, ponieważ od r. 1840 nie zmienił poeta swych pojęć religijnych: „od czasu jak opuściłem Rosję, zaszła we mnie zmiana wielka. Sprawy tyczące się życia duchowego pochłonęły mnie całkowicie i zrozumiałem, że nie udoskonaliwszy się uprzednio, nie potrafię użyć zdolności i sił swoich na korzyść współbraci, że praca moja fałszywym tylko i chwilowym blaskiem świecić będzie, że w istocie rzeczy marna będzie i bezskuteczna. Jak mnie Bóg do tego doprowadził, jak niepostrzeżenie wykształciła się pod tym względem dusza moja, to Bóg jeden wie; tego opowiedzieć niepodobna; na to foliałów346 całych trzeba, i foliały te swoją drogą nie wypowiedziałyby wszystkiego”. Pod wpływem tych myśli o konieczności doskonalenia się duchowego Gogol uwierzył wreszcie, że tą właśnie drogą dopnie upragnionego celu i że z czasem na tyle duchowo dojrzeje, że zdoła wylać natchnione z góry myśli swoje w utworze, który pociągnie na drogę prawdy cały naród rosyjski. Goszcząc nieustannie w krainie marzeń mistycznych, zapominał Gogol o życiu rzeczywistym. Starania o sprawach codziennych uważał za niegodne siebie: jak tylko wyzdrowiał, wnet zapragnął jechać do Moskwy, ale jakże tu się zająć samemu drobiazgami podróży? Prosił przeto Pogodina i K. Aksakowa, ażeby po niego przyjechali. „Powinniście jak dziecko mnie piastować — pisał Gogol do K. Aksakowa — ale nie dla mnie samego, nie; przyjeżdżajcie po mnie, a będzie to zasługą z waszej strony. Zabierzecie stąd wazę glinianą. Waza ta obecnie popękana, stara i ledwo się trzyma w całości, ale skarb się w niej mieści. A skarbu tego strzec należy”. W tym samym mniej więcej czasie, na tej samej drodze znalazł się Adam Mickiewicz: gorąco zapragnąwszy skierować dążenia narodu ku szczytnym celom, doszedł wieszcz nasz, równie jak Gogol, do przekonania, że aby móc prawdę ludziom głosić, należy przedtem samemu stać się doskonałym, i co najważniejsze, obaj uznali za rzecz niezbędną nieustannie w sobie rozwijać i podsycać w tym celu ogień zachwytu religijnego. „Modlitwa powinna być zachwytem — dowodził autor Martwych dusz w liście do Jazykowa 1843 r. — tj. należy skupić w modlitwie wszystkie siły duszy i jeśli pozostawać w takim nastroju przez pewien przeciąg czasu, wówczas natchnienie samo przyjdzie i pozostanie jedno tylko: wziąć pióro do ręki i pisać, albowiem wszystko będzie już gotowe w umyśle i przedmiot sam, i głębokie jego znaczenie, i siła wyrazów”. Pomimo jednak pokrewieństwa duchowego i tożsamości punktu wyjścia wkrótce obaj poeci, jak to zobaczymy poniżej, udali się na rozstajne drogi. Wykryć, zgłębić i opisać tajniki ducha idealnego Rosjanina, dać przez to społeczeństwu rosyjskiemu nową ewangelię moralności, oto cel, do którego zmierzał Gogol, przystępując do drugiej części Martwych dusz. W pierwszej podróżującemu bohaterowi poety nasuwały się wyłącznie typy ujemne: marzyciel Maniłow, samolub i bez charakteru; ograniczony, a pełny zwierzęcych instynktów Sobakiewicz; Nozdrew, niedbający o jutro hulaka i szalbierz; Pluszkin, wstrętny i głupi sknera; wreszcie sam bohater, Czyczykow, był typem ujemnym. Wprawdzie autor nadał mu główne, zdaniem jego, zalety charakteru narodowego rosyjskiego, a mianowicie, stałość niezłomną w walce z przeciwnościami i dyplomatyczną umiejętność zastosowywania się do ludzi rozmaitych usposobień i rozmaitych warstw społecznych; ale przymiotów, którymi natura tak go hojnie obdarzyła, używał Czyczykow do osiągnięcia celów egoistycznych i poziomych347; wychowany w rodzinie urzędniczej, nieposiadającej i nieuznającej żadnych zasad moralnych, pozbawiony przeto od dzieciństwa dobrego przykładu, miał Czyczykow jedno tylko na widoku — zrobienie fortuny; istnienia wznioślejszych ideałów nie przypuszczał, a dążył do celu swego, nie przebierając w środkach i z godną lepszej sprawy wytrwałością; fatalizm ciężył nad nim, nie udawały mu się żadne plany i kombinacje, a pomimo to nie upadał na duchu; w drugiej jednak części miał się zetknąć podług planu Gogola z ludźmi innego zakroju i o nierównie wyższym poziomie moralnym, i pod uszlachetniającym ich wpływem przeobrazić się w owego idealnego Rosjanina, o którym autor nie przestawał marzyć. Praca ta jednak postępowała naprzód żółwim krokiem. Autor za wiele wymagał od niej i od siebie samego; drogą modlitw, uniesień i zachwytów religijnych pragnął wznieść się do nadprzyrodzonego obcowania z Bogiem, które miało mu dać natchnienie do głoszenia ludziom prawdy. Jakkolwiek miewał rzadkie wprawdzie chwile ekstazy, w których porównywał siebie, jakeśmy widzieli, ze starą wazą glinianą zawierającą wewnątrz skarby, ale częściej wątpił i tracił nadzieję. Stan chorobliwy organizmu bodaj czy nie główną był tego przyczyną; rok 1845 dał się pod tym względem szczególnie we znaki poecie; dręczyły go cierpienia żołądkowe, rozstrój nerwów, nieustanne ziębienie wszystkich członków ciała, które go zmuszało do ciągłego ruchu, inaczej bowiem doznawał uczucia zimna, tym dolegliwszego, że sztuczne ogrzewanie ciała zamiast uspokajać rozdrażniało go więcej. Wobec tak smutnych warunków poeta przypuszczał, że wkrótce będzie musiał zakończyć wszelkie rachunki z życiem, wszystko, co dotąd napisał i wydał, uważał za rzeczy bez wartości i niepotrzebne (Korespondencja, wstęp, t. IV, str. 559), a jednak nie chciał zejść ze świata, nie zostawiwszy po sobie trwałego wspomnienia, i oto właśnie w tym celu postanowił wydać wyjątki z korespondencji swej z przyjaciółmi, w których wszelkimi siłami starał się rozwiązać dręczące go zagadnienia treści etycznej. Działała jednak w tym razie inna jeszcze pobudka: uśmiechała się czasem autorowi nadzieja wyzdrowienia i przeto możliwości doprowadzenia do skutku zamiaru napisania drugiej części Martwych dusz. Ażeby z zadania swego sumiennie się wywiązać, należało poznać wszechstronnie naród rosyjski, ale zdawało się Gogolowi, że znajomości tej nie posiadał; czuł nad tym głęboko, a żywił właśnie tę słodką nadzieję, że listy, w których roztrząsał kwestie najbardziej obchodzące ludzkość, poruszą do głębi społeczeństwo rosyjskie i zmuszą je do wypowiedzenia poglądu swego na sprawę najważniejszą, zdaniem poety, ze wszystkich. Korespondencję drukowano w Moskwie, pod redakcją Pletniewa; przez cały ten czas Gogol był w ciągłym niepokoju, a listy jego świadczą, jak ogromną przywiązywał wagę do tego dzieła swego: „Porzuć wszystkie twoje sprawy prywatne — upominał Gogol Pletniewa — a zajmij się drukiem korespondencji. Bo ona potrzebna jest, nadzwyczaj potrzebna dla wszystkich”. „Na miłość boską — pisał w liście następnym — użyj wszystkich sił i środków, aby ją czym prędzej wydrukowano. Zrób to nie dla mnie, lecz dla dobra ogólnego. Serce własne mi to mówi i nadzwyczajna łaska Boska, która dała mi siły do pracy w chwili, gdy już nie śmiałem nawet marzyć o tym. Wówczas wszystko poczęło mi sprzyjać, odstąpiły mnie nagle cierpienia i dolegliwości, znikły od razu wszystkie przeszkody i trwał ten stan szczęśliwy, dopóki nie napisałem ostatniego wiersza swej pracy”.
Rzecz dziwna, do jakiego stopnia zaślepienia doszedł tu Gogol! Pomimo niejednokrotnych z jego strony zapewnień, że książka jego już przeto, że spowiedzią jest człowieka myślącego i utalentowanego, niejedną musi w sobie nową rzecz zawierać i że wyłożył w niej w sposób dosadny i jaskrawy „elementy rosyjskie” (tj. podstawy charakteru narodowego), nie znajdziemy w niej nic oryginalnego, przeciwnie, nader nieprzyjemnie uderzy nas ubóstwo zawartych w niej myśli; treść całą stanowią ustępy poetyczne o wielkości Rosji i jej świetnej przyszłości, praktyczno-moralne nauczki dla obywateli ziemskich, gubernatorów, urzędników i ludzi światowych, dla kobiet w ogóle i dla kobiet jako żon i matek, wreszcie nie pozbawione czasami oryginalności uwagi o poezji rosyjskiej i o poetach, o znaczeniu przekładu Odysei Żukowskiego dla społeczeństwa rosyjskiego. I na tym koniec. Gdzież więc szukać mesjanizmu? Na czym autor opiera i jak rozwija swoje poglądy mistyczno-patriotyczne? Punkt wyjścia u Gogola ten sam, co u wszystkich mesjanistów: mianowicie chrześcijaństwo i głęboka wiara w urzeczywistnienie ideałów Chrystusowych za pośrednictwem ukochanej przez Boga Rosji, ale wówczas gdy Mickiewicz, Krasiński, Chomiakow i nawet marzyciel Słowacki starali się mniej lub więcej filozoficznie poglądy swoje uzasadnić, Gogol o tym nie myślał wcale: wiarę swoją w przyszłość Rosji wypowiadał w prześlicznych wprawdzie, pełnych siły i uczucia lirycznego ustępach, ale na czymże ją opierał? Na tym, że niezmierzone obszary Rosji wspaniałym są polem do walk i czynów bohaterskich i że Rosja powinna przeto wydać bohaterów! — Podobne wylewy uczucia zastępowały u autora Martwych dusz miejsce głębszych rozmyślań i badań, których najstaranniej unikał; na wszczynającą się wówczas polemikę słowianofilów z zachodowcami spoglądał z wysoka: „Wszyscy ci słowianiści i europeiści... — pisał Gogol — czy starowiercy i nowowiercy, zdają mi się tylko karykaturami tego, czym chcieliby być”, albo w innym miejscu: „Słowianofile to samochwalcy i każdy z nich wyobraża sobie, że on mianowicie odkrył Amerykę, i stara się wmówić, że znalezione przezeń ziarnko ma rozmiary harbuza”.