Ni na dole, ani na górze,

Ni na wodach, ani w chmurze —

Lecz w bezdennej gdzieś topieli,

Gdzieś w odwiecznych świateł fali,

W próżni — kędy się przed nami

Niewidzialne wskroś rozdarło,

Jak ocean się rozwarło

Ponad czasu przepaściami...

tam więc, „ponad czasu przepaściami”, tj. w bycie jakimś, w który Cieszkowski nie sięgał, a do którego wstępem tylko ma być Królestwo Boże na ziemi, jako przygotować mające „wszystkim ludziom dzień najwyższego ich rozwoju”, po którym dopiero przyjdzie „następny dzień żywota wiecznego” — tam widzi wieszcz wszechświat cały, a w nim jeden życia dźwięk rozlany. Jest to:

Pieśń wszechgrzmiąca — wszechjedyna