razem. Tutaj, sto czterdzieści
trzy metry nad poziomem morza
głupot widać to całkiem wyraźnie —
jak na dłoni. Na dłoni języka?
Miasto faluje w dole niczym
pergamin unoszony przez wodę.
Słońce przystanęło i patrzy.
Jestem okiem słońca
zanurzonym w trawie.