Chociaż podczas wakacji szkółka niedzielna była nieczynna, całe miasto przybyło do kościoła na dobrą godzinę przed nabożeństwem. Omawiano nocny wypadek i roztrząsano go na wszystkie strony. Nadeszła wiadomość, że bandytów jeszcze nie złapano.
Po kazaniu pani Thatcher podeszła do wychodzącej pani Harper, która właśnie wraz z całym tłumem przeciskała się ku drzwiom i zapytała:
— Czy moja Becky ma zamiar spać przez cały dzień? Chyba nie jest aż tak zmęczona?
— Becky?
— No tak, moja córka — potwierdziła pani Thatcher z lękiem w oczach. — Czy nie spała dziś w nocy u pani?
— Ależ nie!
Pani Thatcher zbladła i opadła na ławkę, właśnie w chwili, gdy przechodziła obok niej ciotka Polly, prowadząc ożywioną rozmowę z przyjaciółką.
— Dzień dobry, pani Thatcher! Dzień dobry, pani Harper! Mojego Tomka znowu nie ma. Pewnie nocował u którejś z pań i teraz boi się przyjść do kościoła.Wytargam go za uszy, jak go dorwę!
Pani Thatcher zaprzeczyła słabym ruchem głowy i zbladła jeszcze bardziej.
— U mnie nie spał — powiedziała pani Harper wyraźnie już zaniepokojona.