Tomek przystanął:

— Słuchaj!

Wokół panowała głęboka i głucha cisza. Tomek krzyknął. Odpowiedziało mu echo, które przebiegło przez puste korytarze jak szyderczy śmiech i zamarło gdzieś w oddali.

— Przestań, Tomek! To takie straszne!

— Straszne, Becky, to prawda, ale trzeba wołać. Może nas usłyszą — i krzyknął po raz drugi.

To „może” wywołało jeszcze większą grozę niż upiorny śmiech echa, bo świadczyło o prawdziwym zwątpieniu. Dzieci stały i nasłuchiwały — ale odpowiedzi nie było.

Nagle Tomek zawrócił i przyśpieszył kroku. Lecz niedługo to trwało. W chwilę potem jego niepewne zachowanie odkryło Becky drugą przerażającą prawdę: Tomek nie mógł odnaleźć drogi, którą tu przyszli!

— Och, Tomku, dlaczego nie robiłeś znaków?

— Becky, Becky! Co za bałwan ze mnie! Nie myślałem, że będziemy wracać tą samą drogą. Nie, nie mogę się zorientować. Wszystko się tu jakoś poplątało!

— Tomek! Zgubiliśmy się!! Już nigdy nie wydostaniemy się z tych pieczar! Dlaczego oddzieliliśmy się od innych dzieci!