— Nie, Huck, nie mogę tego zrobić. To byłoby nieładnie. A zresztą, gdybyś jeszcze trochę popróbował takiego życia, to byś je na pewno polubił.

— Polubił?! To tak, jakbym miał polubić rozżarzony piec, na którym kazano by mi siedzieć! Nie, Tomku, nie chcę być bogaty i nie chcę mieszkać w tych cholernych, dusznych domach. Kocham lasy, rzekę, beczki i tu pozostanę. Do diabła! Właśnie kiedy zdobyliśmy strzelby, jaskinię i kiedy mamy wszystko, czego potrzebuje prawdziwy zbójca, musiała się zdarzyć ta przeklęta historia z pieniędzmi i wszystko popsuć!

Tomek uznał, że teraz nadeszła jego chwila.

— Ja wcale nie zamierzam rezygnować ze zbójectwa tylko dlatego, że jestem bogaty.

— Nie? To chwała Bogu! Ale mówisz to całkiem serio?

— Na mur-beton. Tylko... wiesz, chyba nie będziemy mogli cię przyjąć do bandy... tak bez dobrego wychowania...

Huckowi twarz się wyciągnęła.

— Nie przyjmiecie mnie? No, ale przecież przyjęliście mnie na pirata...

— Tak, ale to co innego. Zbójca to zwykle coś znacznie lepszego niż pirat. W wielu krajach zbójcy pochodzą z najlepszej arystokracji, wiesz, książęta, hrabiowie i tak dalej.

— Tomku, przecież zawsze byłeś moim przyjacielem, co? Chyba mnie nie odtrącisz? Nie zrobisz tego, prawda, Tomku?