Ale Sid porwał już ubranie i wypadł z pokoju. Tomek cierpiał teraz naprawdę, bo jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Jęki dźwięczały szczerym bólem.
Sid pędził po schodach na dół i wrzeszczał:
— Ciociu! Ciociu!! Tomek umiera!!!
— Umiera?
— Tak! Chodź prędko!
— Bzdura! Nie wierzę...
Ale mimo to pobiegła na górę, a Sid i Mary za nią. Twarz jej zbladła, usta drżały. Przypadłszy do łóżka, wyszeptała niemal bez tchu:
— Tomku, na miłość Boską, co ci jest?
— Ach, ciociu, jestem...
— Dziecko, co z tobą?!