— Tomek — szepnął Huck — czy już na zawsze będziemy musieli milczeć?

— A jak myślałeś? Jasne, że tak! Cokolwiek się stanie, musimy trzymać język za zębami. Inaczej padniemy trupem — zapomniałeś o tym?

— Tak, tak. Wiem.

Nagle tuż po drugiej stronie muru, parę kroków od nich, jakiś pies zawył przeciągle i złowieszczo. Przywarli do siebie, śmiertelnie przerażeni.

— Dla którego z nas wyje? — ledwo dosłyszalnie szepnął Huck.

— Nie wiem. Wyjrzyj przez otwór, prędko!

— Nie, ty wyjrzyj!

— Ja nie mogę, Huck, nie mogę!

— Proszę cię, Tomek! O, znowu!

— Boże, dzięki ci! — szepnął Tomek. — Znam głos tego psa. To Bull pana Harbisona!