— Przestań, Joe, z czasem będzie ci weselej — tłumaczył Tomek. — Pomyśl tylko, jak świetnie można tu łowić ryby.

— Gwiżdżę na ryby. Chcę wrócić do domu.

— A gdzie się będziesz tak wspaniale kąpał, jak tutaj?

— E tam. Co mi po tej wspaniałej kąpieli, jeśli nikt mi jej nie zabrania. Wracam do domu.

— Patrzcie tylko, malutki dzidziuś! Chce do mamusi!

— Żebyś wiedział! Chcę wrócić do mamy i ty też byś chciał, gdybyś ją miał. A dzieckiem jestem takim samym, jak i ty — tu Joe chlipnął z lekka.

— Wiesz co, Huck, niech sobie ta beksa wraca do mamusi, prawda? Biedne maleństwo, chce zobaczyć mamusię! A niech ją zobaczy! Ale tobie się tu podoba? Co, Huck? My dwaj zostaniemy tutaj, no nie?

Huck odpowiedział „t-a-k”, ale jakoś bardzo niewyraźnie.

— Do końca życia nie odezwę się do ciebie! — powiedział Joe, wstając. — Zapamiętaj to sobie!

Odszedł nachmurzony i zaczął się ubierać.