Przygody Hucka Finna

Przedmowa

Wśród tysiąca określeń usiłujących scharakteryzować człowieka, istotę najtrudniejszą do określenia, spotykamy i takie, że człowiek to animale risibile1, to jest zwierzę zdolne do śmiechu. Że jednak moglibyśmy spotkać przypadkiem w ogrodzie zoologicznym jakieś stworzenie przejawiające choć w małym stopniu zdolność podobną, więc sama ta definicja nie bardzo by nam pochlebiała. Śmiać się nie w porę, bezmyślnie i nie wiadomo dlaczego to ujemność fatalna — a nie przywilej. Na szczęście człowiek jest istotą nie tylko risibile, lecz i razionale2, to jest prócz zdolności do śmiechu ma i rozum. Otóż dopiero przy kombinacji tych dwóch określeń możemy uważać człowieka za istotę z humorem i dowcipem.

Liczni pisarze twierdzą nie bez pewnej racji, że człowiek pozbawiony zdolności śmiechu, rozweselenia się zabawną rzeczą, nie może być nigdy typem istoty doskonałej, gdyż najwymowniejszym dowodem niedoskonałości niższych stworzeń jest jakoby ich niezakłócona i bezduszna powaga. Człowiek to jedyna istota, która się śmieje i płacze, ponieważ tylko ona ma świadomość różnicy pomiędzy rzeczami, jakie są, a jakimi być winny.

Lecz jak nie wszyscy ludzie posiadają w jednakowym stopniu chęć do śmiechu lub do rozbudzania wesołości i niejednakowo się śmieją, tak i narody różnią się w tym kierunku bardzo wybitnie, zarówno ze względu na swój charakter, jak i warunki, wśród których żyły. Toteż badania nad tym, jak, kiedy i z czego śmiał się dany naród, są także pouczające i stanowią dla historii cywilizacji ciekawe źródło.

Humor ma niewątpliwie bardzo starą tradycję; przejawiał się on w życiu i w literaturze wszystkich narodów i czasów. Specjalne zamiłowanie w nim ma wszakże arcypoważna rasa anglosaksońska.

„Humor — mówi Taine3 — wyraz niedający się przetłumaczyć, ponieważ mu rzeczy brakuje, jest rodzajem talentu, który może bawić Germanów4, dzieci północy, gdyż tak jest właściwy ich duchowi, jak piwo i wódka ich podniebieniu. Ludzie innej rasy nie znoszą go, gdyż dla naszych nerwów jest zbyt cierpki i gorzki. W tym talencie tkwi, między innymi, skłonność do kontrastów i zapominania o publiczności. Autor oznajmia nam, że nie troszczy się o nas, że nie potrzebuje być zrozumiany i uznany, że myśli i bawi się sam i że jeśli jego smak oraz idee nam nie dogadzają, możemy go wcale nie słuchać. Chce on być subtelny i oryginalny dla swej wygody, jest u siebie, w swej książce, przy drzwiach zamkniętych, ubiera się w szlafrok i w pantofle, siedzi często z nogami w powietrzu, a niekiedy nawet bez koszuli. Humor to wybuch jowialności5 gwałtownej, zagrzebanej wśród smutków. Nieprzyzwoitość śmieszna zjawia się niespodziewanie. Natura fizyczna, ukryta i przygnieciona refleksją melancholijną, rozbiera się na chwilę... do naga. Widzisz grymas, gest ulicznika i wszystko wraca do powagi uroczystej. Wreszcie dodaj do tego nieprzewidziane kaprysy wyobraźni! Humorysta zamyka poetę — aż tu nagle, u kresu rozumowania, w monotonnej mgle prozy błysnął krajobraz, mniejsza — piękny czy brzydki; wystarcza, ażeby olśnił. Te nierówności malują dosadnie Germanina samotnego, energicznego, zwolennika kontrastów gwałtownych, ugruntowanego na refleksji osobistej a smutnej, z niespodzianymi6 zwrotami instynktu fizycznego. To nie człowiek rasy łacińskiej i klasycznej, rasy artystów i mówców, gdzie piszą tylko dla publiczności, lubują się w ideach jasnych, są szczęśliwi wobec form harmonijnych, gdzie wyobraźnia jest prawidłowa, a rozkosz zdaje się naturalną...”.

Przytoczyliśmy powyższe słowa, w wysokim stopniu przesadne i jednostronne, dla wykazania, że jeśli pisarz tej skali nie umiał zrozumieć i ocenić należycie genialności humoru angielskiego u nawet takich mistrzów pióra jak: Dickens7, Thackeray8, Eliot9 i Carlyle10 — to znaczy, że charakter tego humoru ma swoje cechy na wskroś odrębne, nieprzystępne dla ludów rasy romańskiej.

Więc chociaż humor, w nowożytnym pojęciu tego słowa, nie jest obcy żadnemu z narodów cywilizowanych, stanowi jednak niemal specyficzną właściwość Anglików i Amerykanów, którzy najwięcej go cenią i rozumieją jego doniosłość, bowiem tkwi on głęboko w ich naturze.

Literatura angielsko-amerykańska wykazuje nie tylko największy zastęp humorystów, lecz także i teoretyków humoru, którego analizie poświęcały się najdzielniejsze umysły, pragnąc mianowicie określić pojęcia humoru i dowcipu oraz wykazać zasadnicze różnice między nimi. George Eliot, Sydney Smith11, Wiliam Hazlitt12 i inni poświęcają temu przedmiotowi w nowszych czasach całe studia, a Fleet na przykład w dziele pod tytułem A Theory of Wit and Humour (Teoria dowcipu i humoru) poddaje te dwa pojęcia analizie niesłychanie subtelnej i drobiazgowej aż do przesady.