— Ja dam od siebie sztuki gimnastyczne szkockich górali albo piosenki marynarskie przy akompaniamencie227 kobzy228, ty zaś, monarcho, powiesz... powiesz... Aha! Już wiem: powiesz monolog Hamleta.

— Hamleta... co?

— Monolog Hamleta, najwspanialszy ustęp w całym Szekspirze. Ach! Co to za wspaniały i cudowny kawałek! Zawsze porywa cały teatr! Nie mam go w książce... bo posiadam tylko jeden tom Szekspira, ale liczę na to, że potrafię wyrecytować cały z pamięci. Pochodzę tylko trochę i pomyślę, a pewien jestem, że wyłowię z otchłani pamięci cały ów ustęp.

Zaczął więc chodzić po tratwie tam i z powrotem, myśląc i od czasu do czasu okropnie się marszcząc. Chwilami podnosił do góry brwi, to znów tarł czoło i naciskał ręką, przy czym cofał się, wydając z piersi coś w rodzaju jęku, potem znów wzdychał z głębi piersi, a raz nawet uronił parę łez. Prawdziwa rozkosz była patrzeć na niego. Tym sposobem powoli wszystko sobie przypomniał i zawołał na nas, żebyśmy pilnie uważali. Przybrawszy szlachetną postawę, jedną nogę wysunął naprzód, wyciągnął przed siebie ręce, głowę tak przechylił w tył, że mógł patrzeć prosto w niebo, a wówczas jak nie zacznie krzyczeć, zgrzytać i od czasu do czasu wyrzucać jęki podobne do wycia, jak nie zacznie podskakiwać, zataczać się i wydymać piersi! Każde słowo wyrzucał z siebie jak z procy, a ciskał się przy tym jak w gorączce. Ach! Grał cudownie! Nigdy jeszcze nie widziałem takiej gry.

Królowi niezmiernie się podobała ta piękna przemowa i prędko się jej wyuczył. Zdawało się, doprawdy, że już przyszedł na świat z tym talentem, tak się unosił i zapalał, tak krzyczał, tak miotał słowami i tyle wykonywał ruchów. Ja bym tak nie potrafił i z prawdziwym podziwem patrzyłem, że takiemu starcowi sił starczy.

Książę skorzystał z pierwszej sposobności, żeby wydrukować potrzebną ilość afiszów, w których mające nastąpić przedstawienie ukazał jako jeszcze nigdy nieoglądane cuda. Przez parę dni płynęliśmy, nie przybijając nigdzie do brzegu. Przez cały ten czas na pomoście naszej tratwy panowało niezwykłe ożywienie, ciągle bowiem odbywały się próby to z dramatami, to z bronią. Pewnego dnia nareszcie, płynąc wzdłuż wybrzeży stanu Arkansas, ujrzeliśmy przed sobą małe miasteczko, zbudowane nad zatoką wrzynającą się głęboko w ląd.

O pół mili od miasta, zostawiwszy Jima na tratwie ukrytej wśród rozłożystych gałęzi modrzewiowych, siedliśmy we trzech do łódki i popłynęliśmy do miasteczka, żeby zbadać, czy tam przedstawienie będzie możliwe.

Trafiliśmy bardzo szczęśliwie, bo tego samego dnia po południu miało się odbyć przedstawienie w cyrku, z całej okolicy zjeżdżali się już ludzie wózkami lub konno, jak komu wypadło.

Miało to być przedstawienie pożegnalne, bo cyrk dziś jeszcze odjeżdżał, należało więc korzystać ze zjazdu i wystąpić w całej okazałości. Książę zrozumiał to i nie tracąc czasu, najął tę samą salę, a potem rozlepiliśmy afisze po całym mieście. Nie upłynęło i parę godzin, gdy cała publiczność mogła czytać, co następuje: