— Najbliższych przyjaciół nieboszczyka na dziś prosiłem, na jutro zaś wszystkich zapraszam, wszystkich, bo nieboszczyk wszystkich poważał, wszystkich kochał i dlatego przystojną jest rzeczą, aby wszyscy uczestniczyli w pogrzebowej orgii.
Tu książę, nie mogąc dłużej wytrzymać, pisze na kawałeczku papieru: „Nie orgia, ale stypa, stary głupcze!” i coś bełkocząc, podaje zwitek królowi ponad głowami zebranych. Ten przeczytał, schował do kieszeni i powiada:
— Biedny William, kaleką jest, ale serce ma zdrowe, pisze mi oto, żebym wszystkich zaprosił na pogrzeb. Ale może być spokojny... Wszak tego pragnę!
I najspokojniej prawi jeszcze dwukrotnie o tej orgii, kończąc z powagą:
— Mówię „orgia” nie dlatego, żeby to było wyrażenie ogólnie przyjęte, bo jest nim „stypa”, ale dlatego, że jest to wyraz najwłaściwszy. „Stypa” w Anglii wyszła już z mody, mówimy teraz „orgia”, a to dlatego, że wyraz ten rzecz samą lepiej maluje. Ma on dwoiste pochodzenie: od greckiego orgo, „na otwartym miejscu, na swobodzie, pod gołym niebem”, i od hebrajskiego jeesum, „wkopywać, grzebać, chować”. Tak więc wyrażenie „orgia pogrzebowa” znaczy dosłownie: pogrzeb publiczny, pogrzeb, w którym wszyscy uczestniczą.
Tego już było za wiele. Człowiek z kościstymi szczękami parsknął mu śmiechem w same oczy, reszta nie była pewna, co o tym myśleć. Ten i ów się odzywa: „Czy tak, doktorze?”, a Abner Shackleford mówi:
— Doktorze Robinson, słyszałeś? Wiesz? Przyjechali bracia nieboszczyka! To jest właśnie Harvey Wilks.
Król uśmiecha się przymilająco i skwapliwie wyciągając rękę, woła:
— Więc to jest doktor i przyjaciel mego najukochańszego brata? Ja... ja...
— Precz z ręką! — odpowiada doktor. — To niby pan masz mówić po angielsku? Pan nawet nie umiesz naśladować czystej wymowy angielskiej! Pan masz być bratem Piotra Wilksa? Jesteś oszustem, niczym więcej!