— Otóż to! — powiadam. — Ci sami! A ja zapomniałem nazwiska. Właśnie starsza panienka tam poszła, śpiesząc się bardzo, bo ktoś chory.

— Kto?

— Nie wiem kto... Wprawdzie panienka mówiła, lecz zapomniałem. Zdaje mi się jednak...

— Ach, Boże! Czy aby nie Hanna?

— Przykro mi martwić panienki, ale... Hanna.

— Co za nieszczęście! Przed tygodniem była jeszcze zupełnie zdrowa. Czy niebezpiecznie chora?

— E! Nie ma o co pytać... Starsza panienka mówiła, że całą noc wszyscy przy niej siedzieli i że już nie przeżyje kilku godzin.

— No! Patrzcie państwo! Cóż jej jest?

Nie mogąc wymyśleć czegoś lepszego, rzekłem:

— Skrofuły264.