— Tak, panienka o to prosiła, mówiąc: „Powiedz moim siostrom, niech pocałują ode mnie stryjów i oznajmią im o mojej wycieczce do państwa...”. Jakże się nazywają ci państwo... tacy bogaci... co to nieboszczyk stryj tak ich poważał i lubił? Ci, co to...
— Państwo Apthorp, chcesz pewno powiedzieć. Tak?
— Ci sami! Niech licho weźmie tutejsze nazwiska, człowiek nie może spamiętać. Tak, ci sami! Mówiła panienka, że do nich pobiegnie i poprosi, żeby koniecznie przyszli na licytację i zgodnie z życzeniem stryja Piotra kupili ten dom. Potem, jeżeli panienka nie będzie bardzo zmęczona, powróci do domu na noc, w przeciwnym zaś razie przenocuje i powróci dopiero jutro. Panienka dodała jeszcze: „Nie wspominajcie ani słowa o Proctorach, tylko powiedzcie, że poszłam do państwa Apthorp”. Co zresztą i prawda, bo panienka poszła do nich namawiać na kupno tego domu. Sama mi to mówiła!
— Dobrze, dobrze — odpowiedziały obie i pobiegły do jadalnego pokoju przygotować wszystko do śniadania, ucałować stryjów od Marii Joanny i powtórzyć im wszystkie wiadomości.
Stało się więc po mojej myśli. Dziewczęta nic nie powiedzą stryjom, bo gwałtem chcą jechać do Anglii, a król i książę będą woleli dowiedzieć się, że Maria Joanna poszła w sprawie sprzedaży domu, niż gdyby siedziała tu, gdzie w każdej chwili spotkać się może z doktorem Robinsonem. Byłem więc bardzo rad z siebie w przekonaniu, że nawet sam Tomek Sawyer nie mógłby sprytniej się znaleźć269. Ma się rozumieć, że wziąłby się do rzeczy i zręczniej, i z większą elegancją, odebrawszy odpowiednie wykształcenie.
Licytacja odbywała się na placu miejskim i trwała dość długo, a stary król nie odstępował od boku kasjera, który zgarniając pieniądze od nabywców z poważną i godności pełną miną, przytaczał od czasu do czasu jakieś zdanie z Pisma Świętego. Książę kręcił się pomiędzy ludźmi, wzbudzając swoim „agu-gu-gu-u...” powszechne politowanie.
Sprzedaż przeciągnęła się do wieczora, ale na koniec wszystko sprzedano. Pozostał tylko kawałek gruntu na cmentarzu.
Król koniecznie nalegał, żeby i z tym skończyć, gdyż był chciwy. Targowano się właśnie o ten ostatni kawałeczek, gdy jakiś parowiec wyrzucił na ląd mnóstwo ludzi, którzy krzyczą, śmieją się, wymyślają, a wśród zamętu słychać te słowa:
— Opozycja przyjechała! Opozycja! Nowi spadkobiercy starego Piotra Wilksa! Jest w czym wybierać.