— Proszę pani! Nie ma jednego prześcieradła!

— Jak to, nie ma?!

— No to dzisiaj zaraz opatrzę dziury — pojednawczo odzywa się wujek.

— Po co? Na kogóż w takim razie złożymy zgubę prześcieradła? Gdzież ono się podziało, Lizo?

— Albo ja wiem, proszę pani... Wczoraj jeszcze leżało w szafie na półce, a dziś go nie ma...

— Koniec świata! Pierwszy raz w życiu widzę coś podobnego... Koszula, prześcieradło, łyżeczka, sześć św...

— Proszę pani — wpada młoda pokojówka, Mulatka — mosiężny lichtarz gdzieś zginął.

— Wynoś mi się stąd, kozo jedna, bo zedrę z ciebie skórę!

Kipiała z gniewu! Zacząłem spoglądać na drzwi, sądząc, że lepiej było wyjść chyłkiem i drapnąć w las, póki się widnokrąg nie rozchmurzy. Ciocia złościła się i gniewała, nie mając z kim wojować, bo wszyscy siedzieli cicho jak mysz pod miotłą.