— Spróbuj, co ci szkodzi? Czynili to niektórzy więźniowie.
— Ja myślę, paniczu, że można by tu posadzić jakiś chwast: może pokrzywę? Ale kłopotu będzie dużo, a pożytku żadnego.
— Nie wierz temu. Ja ci przyniosę kilka krzaków pokrzywy i innego ziela, a ty je posadzisz tam w kącie. I pamiętaj nazywać je Picciolo301, bo tak się nazywa roślina, która rośnie w więzieniu. Będziesz ją łzami podlewał.
— Po co, paniczu? Jest przecież źródlanej wody pod dostatkiem.
— Ale więzień nie może używać źródlanej wody, musi podlewać łzami. Każdy tak czyni.
— Kiedy, proszę panicza, od wody daleko prędzej rośnie... A z tymi łzami to jeszcze nie wiadomo jak...
— To nie twoja rzecz. Łzami podlewaj i koniec...
— Zobaczy panicz, że przepadnie... Skądże ja zresztą wezmę łzy, skoro ja nigdy nie płaczę?
To ostatecznie przekonało Tomka. Pomyślał trochę i oznajmił, że jeżeli już nie inną roślinę, to musi pielęgnować cebulę. Przyrzekł też zajść do kuchni Czarnych i wziąwszy parę cebul, wrzucić je do imbryka, w którym co rano przysyłano Jimowi kawę. Jim skrzywił się trochę na kawę z cebulą i wyrzekł, że w ogóle za dużo ma roboty: pielęgnowanie uroczego kwiatu, przygrywanie szczurom, oswajanie jaszczurek i pająków, ostrzenie pióra, kucie napisów, prowadzenie dziennika, jednym słowem, więźniem będąc, tyle miał pracy i odpowiedzialności, jak nigdy przedtem. Zniecierpliwiony Tomek ostro zaczął mu wymawiać niewdzięczność.