— Ja, wujaszku? Nigdzie nie byłem, proszę wujaszka... Ja tylko... To jest my obaj, ja i Sid, puściliśmy się w pogoń za Czarnym.

— Ale gdzie się zapędziliście? Ciotka niepokoi się o was...

— Niepotrzebnie, bo nam się nie stało nic złego. Pobiegliśmy za ludźmi i za psami, ale wyprzedzili nas, proszę wujaszka, i zgubiliśmy się... A potem... proszę wujaszka... Aha! Potem... zdawało nam się, że tamci odpłynęli... na rzekę, proszę wujaszka, na rzekę... Więc i my wsiedliśmy w łódkę i za nimi... I pływaliśmy, pływaliśmy, dopóki się nie zmęczyliśmy... A już potem, proszę wujaszka, to nam sił brakło... Tak. No, to już wtedy uwiązaliśmy czółno i po długim spaniu wysiedliśmy na brzeg, żeby się dowiedzieć, co tu słychać... No i Sid pobiegł na pocztę, może się tam czegoś dowie, proszę wujaszka, a ja... ja tu zostałem i szukam... czy nie znajdę czegoś do zjedzenia. A potem... potem, proszę wujaszka, to już idziemy do domu. Prosto jak strzelił, do domu...

Wskutek mego opowiadania musiałem pójść z wujaszkiem na pocztę „po Sida”. Tu, naturalnie, Sida nie było, tylko wujaszkowi doręczono list. Czekaliśmy na Sida dość długo, lecz nie przyszedł, aż wreszcie zacny staruszek powiada:

— Wiesz ty co? Nie możemy czekać dłużej. Ciocia zamartwi się tam z niepokoju o nas. Sid przecież trafi do domu. Ty zaś siadaj ze mną i pojedziemy.

Próbowałem wymówek, obiecywałem odszukać Sida i z nim powrócić. Wszystko na nic!

Gdy zajechaliśmy przed dom, ciotka, ujrzawszy mnie, zaczęła śmiać się, płakać, całować mnie i szturchać, mówiąc, że tak samo i Sid oberwie.

Dom był pełen gości, bowiem dzierżawcy zostali na obiedzie, razem z żonami, które do nich przybyły, gwarno więc było jak w ulu. Kobiety gadały okrutnie, a najwięcej stara mistress Hotchkiss, której język ani na chwilę nie odpoczywał.

— A wiesz, siostro Phelps — mówiła do cioci Salci — przetrząsnąwszy wszystkie kąty komórki, przekonałam się, że ten wasz Czarny był wariatem. Powiedziałam to nawet siostrze Dawrell... Siostro Dawrell, czy nie mówiłam? Ten Czarny, mówię, to czysty wariat, mówię... Tymi słowami powiedziałam. Nie tylko ona jedna słyszała, czysty wariat, powiedziałam. Ze wszystkiego widać, że wariat. Bo... ten kamień młyński, na przykład... Niech mi ktoś powie, czy człowiek przy zdrowych zmysłach będzie wykuwał jakieś banialuki na kamieniu? Tu: „pękło serce”, a tam znów: „trzydzieści siedem lat” albo „naturalny syn Ludwika” i różne brednie. Zupełny wariat, powiadam. Od tego zaczęłam i na tym kończę; wariat gorszy od Nabuchodonozora307. Mówię i powiadam, że wariat.