— Tomku, drzwi nie będą zamknięte, a choćby i były, to potrafisz wyjść przez okno. Nie czyń tego jednak... Nie uczynisz, prawda? Jeżeli mnie kochasz...
Pomimo że postanowiłem wyjść, żeby się czegoś dowiedzieć o Tomku i o Jimie, bo aż mnie z łóżka podrywało, po jej słowach już wyjść nie mogłem! Gdyby mi królestwo dawali, nie poszedłbym!
Że zaś w myślach stała mi i ciotka, i Tomek, więc też sen miałem niespokojny. Dwa razy wstawałem, dwa razy spuszczałem się na dół, żeby popatrzeć w okna od frontu, i za każdym razem widziałem ciotkę siedzącą z oczami pełnymi łez. Nie wiem, co byłbym zrobił, żeby ją pocieszyć, ale to nie było w mojej mocy! Przysiągłem tylko, że nigdy jej niczym nie zmartwię. Gdy się obudziłem po raz trzeci, dniało już. Ciotka siedziała jeszcze przy dogasającej świecy; oparłszy na ręku siwą głowę, zasnęła.
Rozdział XLII
Tomek ranny. — Opowiadanie doktora. — Poczciwy Czarny. — Wyznania Tomka. — Ciocia Polcia. — Listy.
Wujaszek znów pojechał do miasta, lecz nie przywiózł żadnej wiadomości o Tomku. Siedliśmy do stołu smutni i zamyśleni, wujostwo mało mówią, nic nie jedzą, że aż serce bolało na nich patrzeć. Na koniec odzywa się wujaszek:
— Czy ja ci oddałem list?
— List? Jaki?
— Z wczorajszej poczty.
— Nie, nie oddałeś mi żadnego listu.