Po niejakim czasie nadpływa drugi i tym razem powiodło mi się. Rozłamałem bochen, wyrzuciłem żywe srebro i dalejże jeść! Był wyborny, miejski, nie żaden razowiec ani też zakalcowaty placek.
Znalazłszy wyborne miejsce wśród liści, usiadłem na kłodzie i przegryzając chlebem, patrzyłem z zadowoleniem na łódź z armatą. Z pewnością wdowa, proboszcz albo ktoś inny musiał się modlić do Boga, żeby ten chleb na mnie natrafił. I tak się stało. Widocznie jest nieco prawdy w naukach wdowy o Opatrzności, o modlitwie... Tak! Gdy modli się wdowa albo proboszcz — to co innego, ale moja modlitwa nie odniosłaby skutku, który niewątpliwie zależy od tego, kto się modli: dobry czy zły.
Wreszcie łódź nadpłynęła tak blisko, że doskonale widziałem siedzące w niej osoby. Tatko, sędzia Thatcher z córką Elżbietką, Józio Harper, Tomek Sawyer z ciotką Polcią i jego małym braciszkiem i inni ludzie. Rozmawiali o mnie, o dokonanym na mnie morderstwie, gdy kapitan wyrzekł:
— Proszę teraz dobrze uważać. Prąd idzie pod samym brzegiem, mógł więc wyrzucić zwłoki. Kto wie, czy się nie znajdą zaplątane gdzieś w krzakach.
Ja nie miałem tej nadziei. Wszyscy stali na pomoście, oparci o poręcz, z wzrokiem wytężonym na nadbrzeżne zarośla. Mogłem wybornie ich widzieć, ale oni mnie nie widzieli. Wtem kapitan zakomenderował:
— Ognia!
I jak mi nie huknie armata nad samym uchem! Myślałem, że już po mnie, że ogłuchnę od huku i oślepnę od dymu. Strzelając kulami, byliby niewątpliwie znaleźli zwłoki, za którymi tak się uganiali! Na szczęście byłem zdrów i cały. Po chwili łódź znikła mi z oczu. Coraz słabiej słychać było wystrzały, a po upływie godziny nic nie słyszałem.
Wiedząc, że teraz nikt mnie już szukać nie będzie, powynosiłem z łodzi swoje graty i założyłem obóz wśród gęstwiny, zrobiwszy z prześcieradeł namiot dla ochrony od deszczu. Złowiwszy rybę i oskrobawszy ją piłą, przed zachodem rozpaliłem ogień dla przyrządzenia wieczerzy, po czym założyłem wędkę, aby mieć świeżą rybę na jutro.
Siadłszy przy ogniu z fajką, czułem się najzupełniej zadowolony. Powoli jednak ogarniał mnie strach wśród samotności, poszedłem więc na brzeg słuchać uderzeń fali, liczyć gwiazdy na niebie, a kłody i bale na wodzie, gdy zaś i to mi się sprzykrzyło, poszedłem spać. Nie ma lepszego sposobu zabicia czasu, gdy człowiekowi się przykrzy: zaśniesz i zapomnisz o wszystkim.