Cztery dni i cztery noce Jim leżał ciężko chory. Piątego puchlina137 zeszła, wstał więc i wyzdrowiał. Dałem sobie słowo, że nigdy w życiu nie wezmę w rękę skóry węża, Jim również mówił, że tysiąc razy wolałby zobaczyć nów przez lewe ramię, niż to zrobić.

Doprawdy i ja zaczynałem przychylać się do tego zdania, choć dawniej byłem pewny, że najgorszym głupstwem, jakie człowiek może popełnić, jest właśnie tak stanąć, żeby nów był za nami z lewej strony. Uczynił to raz naumyślnie stary Hans Bunker i jeszcze się tym przechwalał. I cóż państwo powiecie? W dwa lata potem upił się, spadł z wieży, którą pokrywał dachem, i rozbił się na ciasto.

Dzień schodził jeden za drugim i rzeka, powróciwszy do łożyska, spokojnie płynęła, jak zawsze. Na jeden z wielkich haczyków, które zabraliśmy z pustego domu, zasadziłem odartego ze skóry królika i na tę przynętę złapała mi się ogromna ryba, ważąca przeszło dwieście funtów138. Nie mogliśmy dać jej rady we dwóch: o mało nas w wodę nie wciągnęła. Catfish139 nazywa się taka ryba, największa ze wszystkich, jakie się poławia w Missisipi. Rozpłatawszy ją, znaleźliśmy w jej żołądku duży, mosiężny guzik i różne inne rzeczy, których zwykle ryby nie jadają, a obok tego dużą, twardą gałkę. Po rozcięciu jej, ukazała się w środku drewniana szpulka, którą ryba już dawno musiała połknąć. Mięso ma smaczne i białe jak śnieg.

Nazajutrz rano oświadczyłem Jimowi, że się nudzę i że chciałbym przeprawić się do Illinois. Chwaląc mój pomysł, radził mi przebrać się za dziewczynę dla bezpieczeństwa, co było łatwe dzięki znalezionej w owym domu odzieży. Rada była dobra i postanowiłem zastosować się do niej. Ponieważ jedna z perkalowych sukien była za długa, zrobiliśmy u niej zakładkę, spodnie zaś podwinąwszy do kolan, ukryłem zupełnie pod spódnicą. Jim pozapinał haftki na plecach i okazało się, że suknia leży doskonale, a gdy włożyłem na głowę perkalowy kapelusz od słońca, zawiązany mocno pod brodą, Jim utrzymywał, że w biały dzień nikt by mnie nawet nie poznał w tym przebraniu. Chodziłem w nim przez cały dzień, żeby się oswoić z babskim strojem. Tylko mój chód nie zadowalał Jima, który przestrzegał również, żebym nie podciągał w górę spódnicy, kładąc rękę do kieszeni w spodniach.

O zmroku wsiadłem do łodzi i popłynąłem na brzeg Illinois. Przybywszy szczęśliwie, wysiadłem nieopodal miasteczka i poszedłem wybrzeżem ku miastu. Stała tam mizerna chałupina, w której od dawna nikt nie mieszkał. Ściemniło się w oknie. Zaciekawiony, kto tam jest, zajrzałem ostrożnie w okno. Patrzę: siedzi kobieta, może czterdziestoletnia, i robi pończochę, a przed nią na prostym stole sosnowym pali się świeca w lichtarzu. Nieznana mi była twarz tej kobiety, zapewne obcej, bo wszystkich mieszkańców miasteczka doskonale znałem z widzenia. Ucieszyłem się też, ujrzawszy obcą twarz, bo myśl, że mnie ludzie poznają po głosie, przejmowała mnie strachem. A taka kobiecina, choćby przebywała tu dopiero od dwóch dni, już mi wszystko może rozpowiedzieć. Zastukałem więc do drzwi, z mocnym postanowieniem niezapominania ani na chwilę, żem panieneczka, nie chłopiec.

Rozdział XI

Huck i nieznajoma. — Co słychać? — Huck się złapał. — Szukają nas!

Zapukałem.