— Widocznie musiało ci się śnić, skoro mówisz o tym, co nigdy nie miało miejsca.
— Kiedy ja to wszystko widziałem. Na własne oczy widziałem... jak najwyraźniej.
— Zdaje ci się, że widziałeś, ale tego wszystkiego nie było. Zaręczam ci, że się stąd wcale nie ruszałem.
Jim milczał przez kilka minut, rozmyślając widocznie nad tym, co mówiliśmy. W końcu rzecze:
— No, może być, że mi się to wszystko śniło, ale niech mnie kaczki zdepczą, jeśli miałem kiedyś tak wyraźny i męczący sen.
— A tak! Bo czasem sen zmęczy gorzej od prawdy. Ależ to sen zabawny, opowiedz no mi go, Jim.
Tu Jim, głos zabrawszy, opowiedział mi wszystko, szczegół po szczególe, wszystko tak, jak było, tylko, ma się rozumieć, znacznie ubarwione. A potem zaczął znów od początku i każdy szczegół „tłumaczył” po swojemu, bo uważał podobny sen za zesłaną z góry przestrogę. Najpierw spotkana ławica oznaczać miała człowieka, który będzie chciał uczynić nam dobrze, ale przeszkodzi mu w tym „prąd”, czyli inny człowiek, który oddali nas od pierwszego. „Nawoływania” znaczą, że od czasu do czasu będziemy ostrzegani, ale jeżeli nie będziemy się starali zrozumieć przestrogi, to one nie tylko nie odwrócą od nieszczęścia, ale owszem, przyczynią go jeszcze. „Wysepki” oznaczają przykrości, które mają nas spotkać od różnych kłótliwych, niskiego charakteru i nieżyczliwie dla nas usposobionych osób, ale jeżeli będziemy się pilnować, nie wchodzić im w drogę i niczym ich nie drażnić, to ze spotkania z nimi wyjdziemy bez szwanku i zza „gęstej mgły” wypłyniemy szczęśliwie na jasną, czystą wodę, to znaczy: dostaniemy się bez przeszkody do stanów, gdzie nie istnieje niewolnictwo i gdzie skończą się wszystkie nasze kłopoty.
— Tak, doskonale wytłumaczyłeś wszystko, co było snem — powiadam — ale wytłumaczże mi, jakie ma znaczenie to, co snem przecież nie jest. Patrz...
I wskazałem mu na różne patyki i liście, zaścielające cały pomost tratwy, na wiosło, które w drzazgi poszło w chwili, gdy się nim odpychałem od brzegu w ciasnych odnogach wśród wysepek.
Jim patrzył to na grubą warstwę gałęzi, to na mnie, ale widać sen tak już mocno wbił mu się w głowę, że go z niej nie mógł usunąć. Dopiero po dłuższej chwili rzekł: