Mark Twain umarł dnia 21 kwietnia 1910 roku w Danbury, Connecticut73, licząc lat siedemdziesiąt cztery.
J. A. Święcicki
Rozdział I
Cywilizowanie Hucka. — Mojżesz w trzcinach. — Miss74 Watson. — Tomek Sawyer czeka na mnie.
Muszę państwu powiedzieć, że ja i Tomek Sawyer, mój przyjaciel, znaleźliśmy pieniądze, które rabusie ukryli byli75 w jaskini, i to nas wzbogaciło. Dostaliśmy każdy po sześć tysięcy dolarów, samym złotem. Otóż sędzia Thatcher wziął je i oddał na procent, co nam przynosiło każdemu po dolarze dziennie przez cały rok. Wdowa Douglasowa wzięła mnie do siebie za syna i obiecała, że mnie ucywilizuje; ciężko jednak było wytrwać w tym domu, tak okropnie porządna i przyzwoita była wdowa i wszystkie jej postępki. Toteż ile razy nie mogłem wytrzymać, wymykałem się do beczki po cukrze, włożywszy na siebie stare łachmany; czułem się całkiem swobodny. Tomek Sawyer zawsze mi obiecywał, że zebrawszy bandę rozbójników i stanąwszy na jej czele, przyłączy mnie do niej, bylebym tylko pozostał u wdowy i wiódł porządne życie. Wracałem więc do niej.
Wdowa płakała nade mną, nazywając mnie biedną, zbłąkaną owieczką i dając mi różne inne przezwiska, którymi zresztą nie chciała mnie krzywdzić. Sprawiła mi też nowe ubranie, w którym się strasznie pociłem, bo było ciasne. Gdy wdowa zadzwoniła na wieczerzę76, trzeba było zaraz przychodzić i czekać, aż ona, spuściwszy głowę, pomruczy trochę nad jedzeniem, z którym, prawdę rzekłszy, nic się nie działo.
Po wieczerzy wdowa wydobywała księgę i uczyła mnie o Mojżeszu i o trzcinach. Aż poty na mnie biły, tak pragnąłem dowiedzieć się wszystkiego o Mojżeszu, ale gdy się okazało, że on już od dawna nie żyje, przestałem dbać o niego, bo co mnie tam obchodzą umarli.
Poczuwszy pociąg do tytoniu dość wcześnie, prosiłem wdowę, żeby mi pozwoliła palić; otrzymałem jednak odpowiedź, że to brzydki nałóg, że z tego w domu nieporządek, więc że palić nie powinienem. Tak właśnie jest z niektórymi ludźmi. Wdowa zawracała mi głowę Mojżeszem, który jej ani brat, ani swat77, i nikogo nie obchodzi, skoro już umarł, i broniła78 mi palić, a sama zażywała tabakę79, uważając to, ma się rozumieć, za dobre — ponieważ ona to robiła.
Jej siostra, miss Watson, nieco przychuda stara panna, z puklami zwiniętymi w obwarzanek na skroni, zamieszkawszy z nią, gnębiła mnie elementarzem, znęcając się nade mną co dzień przez pół godziny. Nie mógłbym wytrzymać dłużej! Potem z dobrą godzinę bywało śmiertelnie nudno, więc też zaczynałem się kręcić. Wtedy miss Watson mawiała: