„Nie chodzić po trawie”.
Życie moje nie jest tak szczęśliwe, jak dawniej.
5. Sobota
Nowe stworzenie zjada przerażającą ilość owoców. Wkrótce ich nam zabraknie. „Nam” — znowuż ten jego wyraz; teraz często i mój także: przyzwyczaiłem się do niego. Dzisiaj z rana była wielka mgła. Nigdy we mgłę nie wychodzę. Nowe stworzenie wychodzi. Wychodzi na dwór bez względu na pogodę, a potem chlapie mi tu zabłoconymi nogami i gada. Dawniej tu było tak przyjemnie i spokojnie!
6. Niedziela
No, nareszcie minęło! Dzień ten staje się coraz większym wyzwaniem. W listopadzie zeszłego roku dzień ten został wybrany i przeznaczony na dzień odpoczynku. Dawniej miałem takich dni sześć na tydzień... Dzisiaj z rana zastałem nowe stworzenie, jak zabierało się do zrywania jabłek z zakazanego drzewa.
7. Poniedziałek
Nowe stworzenie powiada, że imię jego jest Ewa. Doskonale — nie mam nic przeciwko temu. Mówi, że nazwało się dlatego, żebym mógł je zawołać, kiedy zechcę. Odpowiedziałem, że w takim razie to całkiem zbyteczne. Słowa te najwidoczniej podniosły mnie w jego oczach; w gruncie rzeczy jest to dźwięczne, ładne słowo i będzie je można często powtarzać. To stworzenie powiada, że ono nie jest Ono, ale Ona. Bardzo wątpliwe; a zresztą, wszystko mi to jedno. Nic bym nie miał przeciwko niej, gdyby wszędzie za mną nie łaziła i nie gadała.
8. Wtorek
Całą miejscowość poprzyozdabiała wstrętnymi przezwiskami i napisami.