Z tego wszystkiego każdy może osądzić, ile w niej jest czułości.
12. Niedziela
Minęła jakoś.
13. Poniedziałek
Zdaje się, że rozumiem, po co są stworzone dni powszednie: żeby można było odpocząć po niedzielnych nudach. Mądrze pomyślane... Znowuż wlazła na to drzewo. Przepędziłem ją stamtąd. Mówiła, że nikt nie mógł jej widzieć. Jak widać, uważa to za dostateczne usprawiedliwienie tak ryzykownych czynów. Powiedziałem jej to. Wyraz „usprawiedliwienie” wywołał w niej podziw, a także zazdrość, jak sądzę. To dobry wyraz.
14. Wtorek
Powiedziała, że została stworzona z mojego żebra. Bardzo to wątpliwe — by nie rzec nic więcej... Zdaje się przecież, że wszystko mam na swoim miejscu... Bardzo jest teraz zajęta puchaczem; obawia się, że nie może rwać trawy i sądzi, że przeznaczone mu jest karmić się zgniłym mięsem. Puchacz powinien żywić się, jak umie i czym wypadnie. Nie możemy przewrócić do góry nogami całego świata, aby go dostosować do puchacza.
15, 16. Sobota
Wczoraj wpadła do strumienia, kiedy się w nim przeglądała: ciągle tylko to robi. O mało się nie udusiła; mówiła, że było bardzo nieprzyjemnie. Po czym nabrała współczucia dla zwierząt, które w nim żyją, a które nazywa rybami; nie przestaje dawać przezwisk zwierzętom, które bynajmniej tego nie potrzebują i nie przychodzą, kiedy je woła po imieniu; ale to jej wcale nie zniechęca, ponieważ jest zupełnie głupia. Tak, na przykład, złapała kilka ryb, przyniosła je wczoraj w nocy i włożyła mi do łóżka, żeby się rozgrzały. Przyglądałem się im i wtedy, i potem przez cały dzień i nie zauważyłem, żeby tutaj były szczęśliwsze aniżeli w strumieniu; trochę tylko spokojniejsze. Gdy nadeszła noc, wyrzuciłem je za drzwi. Nie chcę znowuż spać z nimi: są śliskie i nieprzyjemnie jest leżeć wśród nich, zwłaszcza, jeśli się jest nieubranym.