hieny
hieny odeszły, tak jak przypuszczałeś — wszystkie
naraz niczym wody płodowe, w najmniej oczekiwanym
momencie. rozlały się chropowatościami chodnika,
powciskały w bramy, zeszły do szeroko pojętych
piwnic. opłaciło się poczekać, mówisz ogrzewając
moją dłonią wnętrze kieszeni, unikając łatwo
wyciąganych wniosków. to ja upraszczam, lękliwie
wychylając głowę za róg. już poszły, poszły —
uspokajam się i nie oglądając biegnę w stronę