powciskały w bramy, zeszły do szeroko pojętych

piwnic. opłaciło się poczekać, mówisz ogrzewając

moją dłonią wnętrze kieszeni, unikając łatwo

wyciąganych wniosków. to ja upraszczam, lękliwie

wychylając głowę za róg. już poszły, poszły —

uspokajam się i nie oglądając biegnę w stronę

pobojowiska. zostały tu te same resztki co

zwykle, czyli dobrze, napełnimy się znów jak

wtedy, pamiętasz? wtedy też zostawiły nam wnętrza.

oddział