Oparł ręce na barkach Beautreleta i podkreślając każdą zgłoskę, mówił:
— Zrobisz to wszystko, Beautrelet, powiesz, że twoje ostatnie odkrycia przekonały cię o mojej śmierci, że co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości. Powiesz to, ponieważ tego chcę, ponieważ trzeba, żeby wierzono w moją śmierć. Powiesz to przede wszystkim dlatego, że jeśli nie powiesz...
— Jeśli nie powiem?
— Twój ojciec zostanie porwany tej nocy, tak samo, jak zostali porwani Ganimard i Herlock Sholmes.
Beautrelet uśmiechnął się.
— Nie śmiej się... Odpowiadaj.
— Odpowiadam, że mi bardzo przykro sprzeciwiać się panu, lecz przyrzekłem powiedzieć, więc powiem.
— Powiedz tak, jak ci wskazałem.
— Powiem szczerą prawdę — zawołał z zapałem Beautrelet. — Jest to rzecz, której pan nie jest w stanie zrozumieć, rozkosz, a raczej potrzeba mówienia tego, jak jest, i to głośno. Prawda jest tu, w tej głowie, która ją odgadła i odkryła, i wyjdzie z niej cała, naga i drżąca. Artykuł pójdzie taki, jak go napisałem. Będzie wiadomo, że Lupin żyje, będzie wiadomy powód, dla którego chciał uchodzić za martwego, będzie wiadome wszystko.
I dodał spokojnie: