— Tak. Zbliżamy się do terasy23.
— A potem?
— Pamiętam, że po lewej ręce, w miejscu, w którym dominująca nad rzeką terasa podnosi się do poziomu okien, jest jedna okiennica, która się nie domyka i można ją otworzyć z zewnątrz.
Rzeczywiście, kiedy tam przybyli, okiennica ustąpiła pod naciskiem. Valméras wyciął diamentowym ostrzem jedną szybę. Otworzył okno. Jeden po drugim weszli na balkon. Teraz znaleźli się w zamku.
— Pokój, w którym jesteśmy, znajduje się na końcu korytarza. Potem jest ogromny przedsionek, ozdobiony posągami, a na końcu tego przedsionka są schody, które prowadzą prawie do drzwi pokoju, w którym przebywa pański ojciec.
Postąpił krok naprzód.
— Idzie pan, panie Beautrelet?
— Tak, tak.
— Ależ nie, pan nie idzie. Co panu jest?
Chwycił go za rękę, była zimna jak lód. Spostrzegł, że młodzieniec przykucnął na podłodze.