Z jakimż drżeniem Beautrelet szukał schowka! Czy to była bajka? Czy też znajdzie jeszcze dokument napisany przez Ludwika XVI i przekazany przez królową swemu żarliwemu przyjacielowi?
Na pierwszej stronie, w części górnej książki nie było żadnego schowka.
— Nic — mruknął.
— Nic — jak echo powtórzyli za nim ze drżeniem serc obecni.
Jednak na ostatniej stronie, kiedy rozwarł książkę trochę mocniej, zobaczył natychmiast, że pergamin odstaje od oprawy. Wsunął palce... Coś jest... Tak, czuł, że coś jest... Papier...
— O! — zawołał z tryumfem. — Jest... Czy to możliwe?
— Prędko! Prędko! — zaczęli wołać do niego. — Na co pan czeka?
Wyciągnął złożoną na pół kartkę.
— No, niechże pan czyta!... Tam są słowa napisane czerwonym atramentem... O... można by powiedzieć, że krwią... całkiem bladą krwią... Niechże pan czyta!...
Zaczął czytać.