I oto Lupin staje się tą istotą prawdziwie nadnaturalną, tym zjawiskiem cudownym, niewytłumaczalnym, ponieważ prawda kryje się w mrokach. Choćby siły jego umysłu były nie wiedzieć jak wielkie, nie mogą wystarczyć do szalonej walki, którą prowadzi ze społeczeństwem. Trzeba mu jeszcze innych sił, materialnych. Trzeba bezpiecznej kryjówki, trzeba zapewnienia bezkarności, spokoju do przeprowadzenia planów.
Bez Wydrążonej Iglicy Lupin staje się niezrozumiały, staje się mitem, postacią z powieści, bez związku z rzeczywistością.
Pan tajemnicy, i to takiej tajemnicy! To człowiek taki sam, jak inni, po prostu, ale który wie, jak władać niezwykłą bronią, którą obdarzył go los.
Więc Iglica jest wydrążona, to fakt niepodlegający dyskusji. Pozostawało dowiedzieć się, jak do niej można wejść.
Oczywiście przez morze. Musiała tam być od strony pełnego morza jakaś szczelina, dostępna dla łodzi w określonych godzinach przypływu.
Ale od strony lądu?
Do dziesiątej wieczorem Beautrelet leżał nad przepaścią, z oczami utkwionymi w mroczną masę, którą tworzyła piramida, i rozmyślał, natężając wszystkie władze swego umysłu.
Potem zszedł do Etretat, wybrał jak najskromniejszy hotelik, zjadł kolację, poszedł do swego pokoju i rozwinął dokument.
Teraz ustalenie jego znaczenia było dla niego dziecinnie proste. Natychmiast spostrzegł, że trzy samogłoski wyrazu „Etretat” znajdowały się w pierwszym wierszu we właściwej kolejności i w odpowiednich odstępach. Zatem pierwszy wiersz układał się tak:
.a.a..o.o. Etretat