Przeciwnicy długo mierzyli się wzrokiem. Jednakowa nienawiść wykrzywiła oblicza obu. Nie ruszyli się.
Lupin wygłosił ze straszliwym spokojem:
— Rozkaż swym ludziom puścić tę kobietę.
— Nie.
Zdawało się, że obaj wahają się rozpocząć ostateczną walkę, że obaj zbierają wszystkie swe siły. Tym razem nie było zbędnych słów ani obelg, ani szyderczych prowokacji. Milczenie, śmiertelne milczenie.
Rajmunda czekała w szalonej trwodze na wynik walki. Beautrelet chwycił ją za ramiona i unieruchomił.
Po chwili Lupin powtórzył:
— Rozkaż swym ludziom puścić tę kobietę.
— Nie.
Lupin rzekł: