Izydor Beautrelet nie czekał na odpowiedź na swoje pytanie. Zdawało się, że spieszy się, żeby podać ją samemu i odciąć się od wszelkich komentarzy. Toteż odrzekł natychmiast:

— Zatem to Jan Daval prowadzi trzech złoczyńców do salonu. Kiedy są tu z tym, którego nazywają swoim przywódcą, w buduarze słychać szmer. Daval otwiera drzwi. Poznawszy pana de Gesvres, rzuca się na niego z nożem. Panu de Gesvres udaje się wyrwać mu nóż, ugodzić go nim, po czym sam pada powalony przez osobnika, którego kilka minut później zobaczyły obie panny.

Pan Filleul i inspektor ponownie spojrzeli po sobie. Ganimard z konsternacją potrząsnął głową.

Sędzia rzekł:

— Panie hrabio, czy mam uwierzyć, że ta wersja jest prawdziwa?

Pan de Gesvres nie odpowiedział.

— Panie hrabio, pańskie milczenie pozwalałoby nam przypuszczać... Proszę pana, niech pan mówi.

Pan de Gesvres rzekł dobitnie:

— Ta wersja jest prawdziwa we wszystkich szczegółach.

Sędzia podskoczył.