LANCEOR

Co chcesz powiedzieć?... Zdajesz się niespokojny... Co kryjesz przede mną?... Jak możesz wierzyć, że Joyzella stanie się kiedykolwiek przyczyną łez lub przyczyną mroku?... Nie ma w Joyzelli nic, co by nie przynosiło zbawienia i miłości, nawet cierpienia, jakie zadać może, jeszcze zawierają błogosławieństwo... Ach, widzę, że znasz niedostatecznie żywy tryumf, jutrznię nieskończoną jej źrenic, jej głosu, jej serca... Trzeba ją było mieć w ramionach, aby wiedzieć, jakie skarby nadziei, jakie fale pewności wypływają z najmniejszego słowa, które szepczą jej usta, z najmniejszego uśmiechu, co igra na jej czole... Ale zbyt opóźniam niecierpliwe zwycięstwo... Idź, idź, mój ojcze... Jestem tu, czekam, obserwuję, jak mijają szczęśliwe minuty, aż wielki okrzyk radości mojej Joyzelli nauczy mnie, że miłość utrwaliła przeznaczenie...

Merlin całuje Lanceora i wychodzi powoli.

SCENA II

Merlin, Ariella, potem Joyzella i Lanceor.

Ta sama sala, co w akcie IV. Księżyc oświetla ją błękitnym światłem. Na prawo na wielkim łożu marmurowym siedzi Merlin. — Ariella klęczy na stopniach estrady podtrzymującej łoże.

MERLIN

Ariello, godzina uderza i Joyzella się zbliża... Złożyłem ofiarę ze swego bezużytecznego żywota, a jednak chciałbym, aby moja śmierć, jeżeli można, nie przyszła za wcześnie, zasmuciła tę najgorętszą i najniewinniejszą miłość, jaką nosiła ziemia... Ale ty drżysz, płaczesz i ukrywasz oczy załzawione... Co widzisz, moje dziecko, że tak patrzysz z przerażeniem?

ARIELLA

Mistrzu, błagam cię, odstąp od tej próby, jeszcze czas... Oczy moje nie przenikają mgły, która go otacza. Próba może być śmiertelna, widzę to, czuję; w ręce tej dziewicy oślepionej i szalonej przypadek złożył nasze dwa żywoty... Nie chcę umrzeć!... Są inne wyjścia... Zawsze ci służyłam jak twoja własna myśl... Ale dziś się lękam, nie mogę iść za tobą... Ty wiesz, że moja śmierć jest echem twojej... Cofnij się, szukać będziemy gdzie indziej, w przyszłości; i jeszcze możemy uniknąć niebezpieczeństwa.