Stąpamy z krwawym mozołem
nagimi stopami po kamiennych drogach diaspory.
Biją nas szatany:
za to, że ich nigdy nie bito,
za to, że nam Bóg już nie zsyła manny
tylko jeść musimy — jak inni — ziemniaki i żyto.
Uciekamy. Rodzimy się w drodze. Umieramy.
Rozmnażamy się w drodze. Uciekamy.
Każdy dzień budzi nową trwogę.
Każda noc rodzi nową trwogę.