kamienie szare i groźne.

W wyżynę marzeń, utopii i róż,

co kwitną w zimowy ranek,

w dolinę rymów i kwiecistych burz

płonących fatamorganą.

Pędź, moja pieśni, jak klacz. Hetta, wio! —

Zdzielę cię biczem poezji,

w jednej sekundzie poematów sto

pochłaniaj w drwiącej herezji.

Pędź coraz szybciej przez piękny ten szlak,