Lecz ten klasztorny wyjątek,

Istniejąc, sobie zaprzecza.

Ja przygwożdżone dłonie mam do tarczy luny3,

O, wielkie gwiazdy niebios zbryzgaj ty, krwi moja!

Anioł, wiecie, co splata księżycowe łuny,

Nierealnością ducha mego zahaftował,

Bóg, abym ku wam zeszedł, drabinę zbudował:

Ale nie jestem dość wielki,

Kilku w niej zabrakło szczebli,

Dajcie mi skrzydeł waszych, bym lotu próbował.